Ostatni kontynent

Tytuł: Ostatni kontynent
Tytuł oryginału: The Last Continent
Autor(zy): Terry Pratchett
Tłumaczenie: Piotr W. Cholewa
Rok wydania: 1998 (ENG), 2006 (PL)
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Dlaczego w bazie: Kolejna książka ze Świata Dysku w której nie brakuje żółwich nawiązań. Pierwsze trzy dotyczą na ten czy inny sposób A’Tuina:

Na tle gwiazd przesuwa się żółw, niosąc na grzbiecie cztery słonie. I żółw, i słonie są większe, niż można by oczekiwać, ale wśród gwiazd różnica między wielkim a maleńkim jest – relatywnie rzecz biorąc – bardzo mała.
Jednak ten żółw i te słonie są – według standardów żółwich i słoniowych – duże.
Dźwigają Dysk z jego ogromnymi lądami, formacjami chmur i oceanami. Ludzie nie żyją na Dysku, tak samo jak nie żyją na kulach w innych, nie aż tak ręcznie modelowanych okolicach wszechświata. Owszem, planety są może tym miejscem, gdzie ich ciało wchłania herbatę, ale żyją całkiem gdzie indziej: we własnych światach, bardzo wygodnie orbitujących wokół środków ich głów.1

– Nie ma ani jednej gwiazdy, którą bym poznawał – oświadczył pierwszy prymus.
Ridcully zamachał rękami.
– Przecież one cały czas się trochę zmieniają – powiedział. – Żółw płynie w przestrzeni i…
– Ale nie tak szybko – stwierdził dziekan.2

– Wydaje mi się, że to coś, co nazywamy Małą Nieciekawą Grupką Słabych Gwiazd. Ma ej więcej odpowiedni kształt. I wiem, co chce pan powiedzieć, nadrektorze. Chce pan powiedzieć: „Ale to jest taki kleks na niebie, a nie plamka wśród kleksów, jaką zwykle widzimy”. Ale widzi pan, nadrektorze, tak właśnie mogły wyglądać, kiedy Wielki A’Tuin był o wiele bliżej nich, tysiące lat temu. Innymi słowy, nadrektorze… – Myślak nabrał tchu, lękając się tego, co ma nadejść. – Myślę, że cofnęliśmy się w czasie. O tysiące lat.
To była druga strona tej dziwacznej cechy magów. Wprawdzie potrafili kłócić się przez pół godziny, czy to możliwe, żeby był wtorek, ale rzeczy oszałamiające brali z marszu, tupiąc swymi spiczastymi butami. Pierwszy prymus wyglądał nawet, jakby przyjął to z ulgą.3

Czwarte, ostatnie nawiązanie to natomiast jedna ze zdarzających się czasem aluzji do świata kuli, znaczy ziemi:

Rincewind się położył. Nawet muchy były tylko denerwujące. Jakieś owady zaczęły brzęczeć w krzakach. Śnieżek podszedł i napił się z kałuży z takim odgłosem, jaki wydaje uszkodzona pompa ssąca, która usiłuje poradzić sobie z pechowym żółwiem.
Mimo to było bardzo spokojnie.4



1. Against the stars a turtle passes, carrying four elephants on its shell.
Both turtle and elephants are bigger than people might expect, but out between the stars the difference between huge and tiny is, comparatively speaking, very small.
But this turtle and these elephants are, by turtle and elephant standards, big. They carry the Discworld, with its vast lands, cloudscapes, and oceans.
People don’t live on the Disc any more than, in less hand-crafted parts of the multiverse, they live on balls. Oh, planets may be the place where their body eats its tea, but they live elsewhere, in worlds of their own which orbit very handily around the center of their heads.


2. “There’s not a single star I recognize,” said the Senior Wrangler.
Ridcully waved his hands in the air. “They change a bit all the time,” he said. “The Turtle swims through space and—”
“Not this fast!” said the Dean.


3. “I think it’s what we call the Small Boring Group of Faint Stars. It’s about the right shape,” said Ponder. “And I know what you’re going to say, sir, you’re going to say, ‘But they’re just a blob in the sky, not a patch on the blobs we used to get,’ sir, but, you see, that’s what they might have looked like when Great A’Tuin was much closer to them, thousands of years ago. In other words, sir,” Ponder drew a deep breath, in dread of everything that was to come, “I think we’ve traveled backwards in time. For thousands of years.”
And that was the other side of the odd thing about wizards. While they were quite capable of spending half an hour arguing that it could not possibly be Tuesday, they’d take the outrageous in their pointy-shoed stride. The Senior Wrangler even looked relieved.


4. Rincewind lay back. Even the flies were merely annoying. Things began to sizzle in the bushes. Snowy went and drank from the tiny pool with a noise like an inefficient suction pump trying to deal with an unlucky turtle.
It was, nevertheless, very peaceful.


Autor: XYuriTT

Dodaj do zakładek Link.

Możliwość komentowania została wyłączona.