Żałobne opaski

Tytuł: Żałobne opaski
Tytuł oryginału: The Bands of Mourning
Autor(zy): Brandon Sanderson
Tłumaczenie: Anna Studniarek-Więch
Rok wydania: 2016 (ENG), 2016 (PL)
Wydawnictwo: Tor Books(ENG), Mag (PL)

Dlaczego w bazie: Jeden z tomów serii Z mgły zrodzony, znaleźliśmy w nim zaledwie jedną żółwią wzmiankę, gady te są wraz z rekinami użyte w porównaniu. Kawałek ten pada w ramach jednego z artykułów które zobaczyć można na pokazywanej pierwszej stronie gazety, jak to wygląda pokazujemy w minigalerii, w wersji angielskiej.

Większe wrażenie niż sam port robią rzędy statków w nim zacumowane. Większość to znane wszystkim klipry i statki transportowe, ale wśród nich unoszą się metalowe bestie, jak rekiny wśród żółwi.1

1. More impressive than the harbor are the rows of ships docked there. Most are the usual familiar clippers and cargo ships, but among them float metal beasts like sharks among turtles.


Źródło: Mossar, Opracował: XYuriTT

Mroczna Wieża III: Ziemie jałowe

Tytuł: Mroczna Wieża III: Ziemie jałowe
Tytuł oryginału: The Dark Tower III: The Waste Lands
Autor(zy): Stephen King
Tłumaczenie: Zbigniew A. Królicki
Rok wydania: 1991 (ENG), 2002 (PL)
Wydawnictwo: Donald M. Grant (ENG), Albatros (PL)

Dlaczego w bazie: Trzeci tom ośmiotomowej serii Mroczna Wieża, pierwszy w którym pojawiają się żółwie elementy, i to w solidnej ilości!

Poniżej prezentujemy wszystkie siedemnaście fragmentów z żółwimi wzmiankami, część o nazwie geograficznej (Turtle Bay), część o innej nazwie geograficznej, nazwie żółwiej ulicy (The Street of the Turtle), reszta w większości dotyczy istotnej w serii postaci żółwia o imieniu Maturin, imię to tutaj jednak jeszcze nie pada, odniesienia do niego są tylko jako do jednego ze „strażników”.

Pierwsza wzmianka jest w kontekście strażnika:

Postukał w środek kręgu.
– Tam znajduje się Mroczna Wieża, której szukam przez całe życie.
Rewolwerowiec podjął przerwaną opowieść:
– Przy każdej z tych mniej ważnych dwunastu bram Wielcy Dawni postawili Strażnika. Jako dziecko potrafiłem wymienić imiona ich wszystkich, ułożone w wierszyk, którego nauczyła mnie niania i kucharz Hax. Lecz to było dawno temu. Oczywiście był wśród nich Niedźwiedź, Ryba, Lew i Nietoperz. A także Żółw — ten był bardzo ważny.
Rewolwerowiec spojrzał na rozgwieżdżone niebo i zmarszczył czoło w głębokim namyśle. Potem jego twarz rozjaśnił zdumiewająco promienny uśmiech i wyrecytował:
Spójrzcie na Żółwia o ogromnej skorupie!
Co na swych plecach całą Ziemię niesie.
Choć myśli wolno, lecz zawsze rozważnie:
I każdego z nas swym umysłem sięgnie,
Na jego grzbiecie wszystkie śluby składane,
I zna prawdę, lecz pomóc nie jest w stanie,
Choć kocha ziemię i błękit morza,
A nawet takie dziecko jak ja.1

Druga jest nietypowa, dotyczy Turtle Waxu, rodzaju wosku, tłumacz pominął żółwi element, występuje on tylko po angielsku:

Uniósł brew.
– Przepuszczę go razem z tobą przez następną najbliższą myjnię, na jaką trafimy. Nawet pociągnę to cholerstwo woskiem. Dobrze?2

Kolejna wzmianka to nawiązanie do żółwiej powolności:

Runął na ziemię, a robiąc to, zobaczył, jak rewolwerowiec błyskawicznie sięga po broń. Mój Boże – pomyślał, zanim upadł — on nie może być aż tak szybki, nikt nie jest tak szybki, ja jestem niezły, ale przy Susannah zdaję się powolny, a ona przy nim jest jak żółw gramolący się na szklaną górę…3

Pierwsza z wzmianek w kontekście nazwy Turtle Bay:

MILLS CONSTRUCTION I SOMBRA REAL ESTATE
ASSOCIATES WCIĄŻ MODERNIZUJĄ OBLICZE
MANHATTANU!
WKRÓTCE W TYM MIEJSCU STANĄ LUKSUSOWE
APARTAMENTY ZATOKI ŻÓŁWIA! PO INFORMACJE
ZADZWOŃ POD 555-6712! BĘDZIESZ ZADOWOLONY,
ŻE TO ZROBIŁEŚ!
Wkrótce? Może… ale Jake bardzo w to wątpił. Napis był mocno wyblakły i lekko przekrzywiony. Co najmniej jeden artysta, niejaki BANCO SKANK, zostawił na obrazku przedstawiającym apartamenty Zatoki Żółwia swój artystyczny podpis jasnoniebieską farbą w aerozolu. 4

Wierszyk o żółwiu, trochę w kontekście Turtle Bay a trochę w kontekście strażnika:

Spójrzcie na Żółwia o ogromnej skorupie!
Co na swych plecach całą Ziemię niesie.
Jeśli chcesz pójść i włączyć się do zabawy,
Idź tam, gdzie wiedzie Promień łaskawy.
Jake uznał, że rodowód tego wierszyka (jeśli nie jego sens) nie budzi żadnej wątpliwości. W końcu tę część wschodniego Manhattanu nazywano Zatoką Żółwia. To jednak nie wyjaśniało zimnego dreszczu, który nagle przebiegł mu po plecach, ani nieodpartego wrażenia, że oto znalazł następny drogowskaz przy jakimś baśniowym, tajemnym szlaku.5

Przypomniany kawałek wierszyka:

– „Spójrzcie na Żółwia o ogromnej skorupie — mruknął Jake. — Co na swych plecach całą Ziemię niesie”. — Zadrżał.
– Co za dzień! Chłopie!6

Ponownie przypomniany wierszyk:

Opowiadając o tym po raz drugi, mówiąc bardzo wolno, Jake przekonał się, że rewolwerowiec miał rację; teraz przypominał sobie każdy szczegół. Szło mu tak dobrze, że miał wrażenie, iż powtórnie przeżywa to zdarzenie. Opowiedział im o tablicy głoszącej, że w miejscu dawnych Delikatesów Toma i Gerry’ego ma stanąć budynek o nazwie Apartamenty Zatoki Żółwia. Przypomniał sobie nawet wierszyk napisany farbą w sprayu na płocie i wyrecytował go im:
Spójrzcie na Żółwia o ogromnej skorupie!
Co na swych plecach całą Ziemię niesie.
Jeśli chcesz pójść i włączyć się do zabawy
Idź tam, gdzie wiedzie Promień łaskawy.
Susannah dopowiedziała: Choć myśli wolno, lecz zawsze rozważnie, I każdego z nas swym umysłem sięgnie…
– Czy nie tak to szło, Rolandzie?
– Co? — spytał Jake. — Co tak szło?
– Wierszyk, którego nauczyłem się jako dziecko — odparł Roland. — To inne powiązanie, naprawdę wiele mówiące, chociaż nie jestem wcale pewien, czy chcemy to wiedzieć…
A jednak nigdy nie wiadomo, kiedy takie wiadomości mogą się przydać.
– Dwanaście portali połączonych przez sześć promieni — rzekł Eddie. — Zaczęliśmy od Bramy Niedźwiedzia. Zmierzamy tylko do środka… do Wieży… lecz gdybyśmy przeszli aż na drugą stronę, dotarlibyśmy do Bramy Żółwia, prawda?
Roland kiwnął głową.
– Jestem pewny, że tak.
– Brama Żółwia — powtórzył w zadumie Jake, ważąc te słowa w ustach, zdając się je smakować. Potem zakończył swoją relację, mówiąc im, jak usłyszał chóralny śpiew, jak uświadomił sobie, że wszędzie jest pełno twarzy oraz opowieści, jak nabrał przekonania, że natknął się na coś w rodzaju sedna egzystencji. I w końcu ponownie opowiedział o tym, jak znalazł klucz i zobaczył różę. Pod wpływem tych wszystkich wspomnień Jake zaczął płakać, lecz chyba nie zdawał sobie z tego sprawy.7

Znów wierszyk, tym razem złośliwie przerobiony:

– Taak, i pewnie tak jest — rzekł Eddie, blady i ponury. Nagle uśmiechnął się jak dzieciak. — „Spójrzcie na Żółwia, czyż nie budzi zdumienia? Jak wszystko, też jest sługą pieprzonego Promienia”.8

Żółwia ulica oraz posąg żółwia, nawiązanie do strażnika:

Eddie zerknął na ciemniejące niebo i w przemykających po nim chmurach z łatwością dostrzegł ścieżkę Promienia. Znów spojrzał w dół i bez zdziwienia zauważył, że wylotu ulicy biegnącej niemal zgodnie z przebiegiem Promienia strzeże wielki kamienny żółw. Jego gadzi łeb wystawał spod krawędzi granitowej skorupy, a głęboko osadzone ślepia zdawały się patrzeć na nich z zaciekawieniem. Eddie wskazał posąg ruchem głowy i zdobył się na nikły uśmiech.
– Widzisz żółwia o ogromnej skorupie?
Susannah rzuciła okiem na rzeźbę i skinęła głową. Popychając fotel, ruszył przez plac w kierunku ulicy Żółwiowej. Wiszące na słupach zwłoki wydzielały cynamonowy zapach, od którego żołądek podchodził Eddiemu do gardła… Właśnie dlatego, że ta woń wcale nie była obrzydliwa, lecz wręcz przyjemna — korzenny zapach przyprawy, którą dzieciak chętnie posypałby poranną grzankę.
Na szczęście ulica Żółwiowa była dość szeroka, a większość zwisających ze słupów zwłok była prawie zmumifikowana, choć Susannah dostrzegła kilka stosunkowo świeżych: muchy wciąż obsiadały poczerniałą skórę napuchniętych twarzy, a robaki wiły się w gnijących oczodołach. 9

Głos żółwia, zapewne w kontekście strażniczym:

A potem wojna się skończyła i zapadła cisza… na chwilę. Po pewnym czasie głośniki znów zaczęły nadawać. Kiedy? Sto lat temu? Pięćdziesiąt? Czy to miało znaczenie? Susannah uważała, że nie. Liczyło się tylko to, że kiedy znów włączono głośniki, puszczano przez nie w kółko tylko jedno nagranie… to z obłąkańczym waleniem bębnów. A potomkowie dawnych mieszkańców miasta uważali te dźwięki… za co? Za Głos Żółwia? Wolę Promienia?10

Kolejne trzy wzmianki to ulica:

Eddie pchał fotel ulicą Żółwiową i wzdłuż ścieżki Promienia, usiłując rozglądać się na wszystkie strony jednocześnie i starając się nie wciągać nosem fetoru rozkładu. Dzięki Bogu, że wieje wiatr — myślał.11

Eddie miał, jak powiedział kiedyś pewien komik, znowu to samo deja vu: biegł, pchając przed sobą fotel, ścigając się z czasem. Plażę zastąpiła ulica Żółwiowa, ale poza tym wszystko było takie samo. Och, z jedną istotną różnicą: tym razem szukał dworca kolejowego (lub stacji), a nie drzwi na plaży.12

Nieco dalej, na skrzyżowaniu ulicy Żółwiowej z inną, ujrzał wysoki łuk bramy wiodącej do jakiegoś marmurowego budynku.13

Ulica i płaskorzeźba:

Maud żwawo ruszyła ulicą Żółwiową. Jeeves dreptał obok niej. Eddie, który popychał fotel z Susannah, szybko zasapał się i z trudem nadążał. Odstępy między okazałymi gmachami po obu stronach ulicy powoli powiększały się, aż budynki zaczęły przypominać porośnięte bluszczem dworki stojące na rozległych i zarośniętych trawnikach. Eddie zrozumiał, że znaleźli się w bardzo eleganckiej niegdyś dzielnicy. Jeden z budynków górował nad innymi. Zwodniczo prosta konstrukcja z bloków białego kamienia, ze sklepieniem wspartym na wielu kolumnach. Eddiemu znowu przypomniały się filmy o gladiatorach, które tak lubił jako dzieciak. Susannah, która odebrała staranniejsze wykształcenie, przypominał Partenon. Oboje oglądali i podziwiali wspaniałe płaskorzeźby — niedźwiedzia i żółwia, ryby i szczura, konia oraz psa — parami zdobiące fronton budynku. Zrozumieli, że właśnie tego miejsca szukali.
Ani na chwilę nie opuszczało ich nieprzyjemne wrażenie, że śledzą ich dziesiątki par oczu, pełnych nienawiści i podziwu. Kiedy zobaczyli dworzec kolei jednoszynowej, huknął piorun.
Tor — tak samo jak burza — przybywał z południa, łączył się z ulicą Żółwiową i wpadał prosto na stację. Zbliżając się do niej, widzieli, jak po obu stronach ulicy wyschnięte ciała kołysały się na wietrze.14

Dwa kolejne fragmenty to znów żółwia ulica:

W miejscu, gdzie ulica Żółwiowa spotykała się z placem Dworcowym, na bruku był namalowany szeroki czerwony pas. Maud i facet, którego Eddie nazywał Jeevesem, zatrzymali się w bezpiecznej odległości od tego znaku.15

Kiedy schronili się przed ulewą, Eddie przystanął i spojrzeli za siebie. Plac przed dworcem, ulica Żółwiowa i całe miasto, wszystko szybko znikało za szarą kurtyną deszczu. Eddie ani trochę tego nie żałował. 16

Żółwie jako punkt odniesienia w porównaniu:

Pociąg jechał teraz przez góry, które wcześniej widzieli na horyzoncie: ołowianoszare szczyty pędziły ku nim jak wicher, a potem zostawały w tyle, odsłaniając jałowe doliny, w których pełzały chrząszcze wielkości żółwi morskich.17


1. He tapped the center of the circle.
”Here is the Dark Tower for which I’ve searched my whole life.”
The gunslinger resumed: ”At each of the twelve lesser portals the Great Old Ones set a Guardian. In my childhood I could have named them all in the rimes my nursemaid—and Hax the cook—taught to me… but my childhood was long ago. There was the Bear, of course, and the Fish… the Lion… the Bat. And the Turtle—he was an important one…”
The gunslinger looked up into the starry sky, his brow creased in deep thought. Then an amazingly sunny smile broke across his features and he recited:
”See the TURTLE of enormous girth!
On his shell he holds the earth.
His thought is slow but always kind;
He holds us all within his mind.
On his back all vows are made;
He sees the truth but mayn’t aid.
He loves the land and loves the sea,
And even loves a child like me.”


2. He cocked an eyebrow at her. ”Next carwash we come to, I’ll push you through myself. I’ll even Turtle-wax the goddamn thing. Okay?”


3. He dropped, and as he did, he saw the gunslinger’s left hand blur down to his side. My God, he thought, still falling, he can’t be that fast, no one can be that fast, I’m not bad but Susannah makes me look slow and he makes Susannah look like a turtle trying to walk uphill on a piece of glass—


4. MILLS CONSTRUCTION AND SOMBRA REAL ESTATE
ASSOCIATES ARE CONTINUING TO REMAKE THE FACE OF
MANHATTAN!
COMING SOON TO THIS LOCATION:
TURTLE BAY LUXURY CONDOMINIUMS!
CALL 555-6712 FOR INFORMATION!
YOU WILL BE SO GLAD YOU DID!
Coming soon? Maybe . . . but Jake had his doubts. The letters on the sign were faded and it was sagging a little. At least one graffiti artist, BANCO SKANK by name, had left his mark across the artist’s drawing of the Turtle Bay Luxury Condominiums in bright blue spray-paint.


5. ”See the TURTLE of enormous girth!
On his shell he holds the earth
If you want to run and play,
Come along the BEAM today.”
Jake supposed the source of this strange little poem (if not its meaning) was clear enough. This part of Manhattan’s East Side was known, after all, as Turtle Bay. But that didn’t explain the gooseflesh which was now running up the center of his back in a rough stripe, or his clear sense that he had found another road-sign along some fabulous hidden highway.


6. ”See the TURTLE of enormous girth” Jake muttered. ”On his shell he holds the earth.” He shivered. ”What a day! Boy!”


7. As he told this part of his story for the second time, speaking very slowly now, Jake found that what the gunslinger had said was true: he could remember everything. His recall improved until he almost seemed to be reliving the experience. He told them of the sign which said that a building called Turtle Bay Condominiums was slated to stand on the spot where Tom and Gerry’s had once stood. He even remembered the little poem which had been spray-painted on the fence, and recited it for them:
”See the TURTLE of enormous girth!
On his shell he holds the earth.
If you want to run and play,
Come along the BEAM today.”
Susannah murmured, ”His thought is slow but always kind; He holds us all within his mind . . . isn’t that how it went, Roland?”
”What?” Jake asked. ”How what went?”
”A poem I learned as a child,” Roland said. ”It’s another connection, one that really tells us something, although I’m not sure it’s anything we need to know . . . still, one never knows when a little understanding may come in handy.”
”Twelve portals connected by six Beams,” Eddie said. ”We started at the Bear. We’re only going as far as the middle—to the Tower—but if we went all the way to the other end, we’d come to the Portal of the Turtle, wouldn’t we?”
Roland nodded. ”I’m sure we would.”
”Portal of the Turtle,” Jake said thoughtfully, rolling the words in his mouth, seeming to taste them. Then he finished by telling them again about the gorgeous voice of the choir, his realization that there were faces and stories and histories everywhere, and his growing belief that he had stumbled on something very like the core of all existence. Last of all, he told them again about finding the key and seeing the rose. In the totality of his recall, Jake began to weep, although he seemed unaware of it.


8. ”Yeah, and probably is,” Eddie said. His face was pale and solemn… and then he grinned like a lad. ”
'See the TURTLE, ain’t he keen? All things serve the fuckin Beam.’ ”


9. Eddie glanced up at the darkening sky and easily picked out the path of the Beam in the rushing clouds. He looked back down and wasn’t much surprised to see that the entrance to the street corresponding most closely to the path of the Beam was guarded by a large stone turtle. Its reptilian head peered out from beneath the granite lip of its shell; its deepset eyes seemed to stare curiously at them. Eddie nodded toward it and managed a small dry smile. ”See the turtle of enormous girth?”
Susannah took a brief look of her own and nodded. He pushed her across the city square and into The Street of the Turtle. The corpses which lined it gave off a dry, cinnamony smell that made Eddie’s stomach clench . . . not because it was bad but because it was actually rather pleasant—the sugar-spicy aroma of something a kid would enjoy shaking onto his morning toast.
The Street of the Turtle was mercifully broad, and most of the corpses hanging from the speaker-poles were little more than mummies, but Susannah saw a few which were relatively fresh, with flies still crawling busily across the blackening skin of their swollen faces and maggots still squirming out of their decaying eyes.


10. Then the war had ended and silence had fallen… for a while. But at some point, the speakers had begun broadcasting again. How long ago? A hundred years? Fifty? Did it matter? Susannah thought not. What mattered was that when the speakers were reactivated, the only thing they broadcast was a single tape-loop… the loop with the drum-track on it. And the descendents of the city’s original residents had taken it for… what? The Voice of the Turtle? The Will of the Beam?


11. Eddie continued to push her along The Street of the Turtle and the Path of the Beam, trying to look in all directions at once and trying not to smell the odor of putrefaction. Thank God for the wind, he thought.


12. For Eddie it was, as some wise man had once said, deja vu all over again: he was running with the wheelchair, racing time. The beach had been replaced by The Street of the Turtle, but somehow everything else was the same. Oh, there was one other relevant difference: now it was a railway station (or a cradle) he was looking for, not a free-standing door.


13. Up ahead, the arched entrance to a marble building stood at the intersection of The Street of the Turtle and another avenue.


14. Maud set a rapid pace along The Street of the Turtle. Jeeves trotted beside her. Eddie, who was pushing Susannah in the wheelchair, was soon panting and struggling to keep up. The palatial buildings which lined their way spread out until they resembled ivy-covered country houses on huge, run-to-riot lawns, and Eddie realized they had entered what had once been a very ritzy neighborhood indeed. Ahead of them, one building loomed above all others. It was a deceptively simple square construction of white stone blocks, its overhanging roof supported by many pillars. Eddie thought again of the gladiator movies he’d so enjoyed as a kid. Susannah, educated in more formal schools, was reminded of the Parthenon.
Both saw and marvelled at the gorgeously sculpted bestiary— Bear and Turtle, Fish and Rat, Horse and Dog—which ringed the top of the building in two-by-two parade, and understood it was the place they had come to find.
That uneasy sensation that they were being watched by many eyes— eyes filled equally with hate and wonder—never left them. Thunder boomed as they came in sight of the monorail track; like the storm, the track came sweeping in from the south, joined The Street of the Turtle, and ran straight on toward the Cradle of Lud. And as they neared it, ancient bodies began to twist and dance in the strengthening wind on either side of them.


15. A wide red strip had been painted across the pavement at the point where The Street of the Turtle emptied into The Plaza of the Cradle. Maud and the fellow Eddie called Jeeves the Butler stopped a prudent distance from the red mark.


16. When they were out of the downpour, Eddie paused and they looked back. The Plaza of the Cradle, The Street of the Turtle, and all the city beyond was rapidly disappearing into a shifting gray curtain. Eddie wasn’t a bit sorry.


17. The mono was now flying through the mountain-range they had seen on the horizon: iron-gray peaks rushed toward them at suicidal speed, then fell away to disclose sterile valleys where gigantic beetles crawled about like landlocked turtles.


Autor: XYuriTT

Terry Pratchett: A Life With Footnotes

Tytuł: Terry Pratchett: A Life With Footnotes
Autor(zy): Rob Wilkins
Rok wydania: 2022
Wydawnictwo: Transworld

Dlaczego w bazie: Biografia Terry’ego Pratchetta, napisana przez jego wieloletniego asystenta, Roba Wilkinsa. W opisie życia autora serii o Świecie Dysku nie mogło zabraknąć oczywiście żółwich wzmianek – choć więcej dotyczy raczej prawdziwych żółwi hodowanych przez Pratchetta niż A’Tuina który podtrzymuje Dysk.

Pierwsza wzmianka dotyczy karmienia żółwi:

During an average working week in the Chapel, a vast amount of writing would get done, yet somehow, while the work was percolating in Terry’s mind, there also seemed to be plenty of time for activities that could only be filed under A for ‘Arsing Around’. There were, for example, the days spent devising ever more intricate and unnecessary ways to automate the office. There were the hours passed feeding the tortoises, or up at the local garden centre.

Druga wzmianka także dotyczy domowych żółwi, pada wzmianka, że jeden miał na imię Pheidippides:

Terry shared the family home with, at various times, an almost entirely brainless spaniel, a tortoise named Pheidippides, after the original marathon runner, and a budgerigar called Chhota, but no further small Pratchetts joined them.

Autor zastanawia się co spowodowało pewną reakcję jego pracodawcy, jako jedną z możliwości rozważa przypadkowe rozjechanie jednego z żółwi:

I go out to my car, extremely puzzled, and also quite worried. Have I done something wrong? Have I messed up somewhere? Have I misfiled something, or accidentally thrown something away? What’s my offence here? Have I been less than suitably subordinate to Patch, the office cat, also known as ‘the HR Department’? Have I run over one of the tortoises without realizing, driving in that morning? What the hell is it?

Kolejny fragment przybliża skąd tyle żółwi w otoczeniu Terry’ego:

But that degree of separation didn’t seem to make either Lyn or him particularly happy, so in due course they found a flat to rent cheaply on the ground floor of an Edwardian house on Amersham Hill in High Wycombe, moving in along with a growing collection of tortoises, who also commuted.
The tortoises were Terry’s fault: he had discovered that he could not see a tortoise without forming the urge to ‘rescue’ it. This first happened in a pet shop in the Frogmore district of High Wycombe, and would happen in several other pet shops thereafter until the collection of rescued tortoises stood at around ten – some of the Mediterranean breed, some spur-thighed. Years later, Terry would still be prone to this rescuing urge. On tour in Glasgow in the 1990s, he released a tortoise soon to be known as Big Spotty from its captivity in a city centre pet shop – and was then appalled when someone at the airport told him he couldn’t board his plane with it*. ‘You can’t stop me,’ Terry said, rather grandly. ‘This is Great Britain.’ Big Spotty flew with Terry to Southampton.
Under this new commuting arrangement, Lyn found clerical work in High Wycombe. The pair of them would do their jobs all week and then on Friday, which was the slow day, post-publication, at the Bucks Free Press, Terry would try to get away early, and they would box up the tortoises, load them into the Morris van and head for the west country, mostly by the back roads and with a stop for fish and chips in Marlborough where, according to Terry, ‘the chippy was particularly good.’ They would split their life in this way for eighteen months.

Ten kawałek jest w formie przypisu do powyższego tekstu:

These were the days, clearly, before the invention of the ‘emotional support tortoise’. Carrying land-dwelling reptiles onto aircraft is presumably a far simpler project now.

Następny fragment znów dotyczy kręcących się po włościach żółwi:

Wine bottles stood fermenting around the gas fire in the sitting room, just behind the tortoises in the priority queue for warmth and with Terry and Lyn forming a third, outer ring beyond that.

Znów, o żółwiach pod opieką Terry’ego i Lyn wzmianka:

If only there was a job Terry could find in which he felt as comfortable as he did at the Bucks Free Press, but which was within reach of Rowberrow and which didn’t force him, Lyn and the tortoises to take their chances each weekend with the Friday night traffic on Marlow Hill. If he could find the right job in the west country, then surely everything would be perfect.

Kolejny kawałek ponownie dotyczy żółwi i ich przygód w domu Pratchettów:

There were cats and there were tortoises, of course – and sometimes, when slippers were left to warm by the open fire, the tortoises would spot an opportunity and crawl into them. More dangerously, the tortoises might even creep at night into the fire’s still-warm embers, so you had to be careful, when you re-lit the fire in the morning, that you weren’t accidentally using a tortoise for kindling. According to Lyn, there was at least one occasion when a tortoise had to be urgently run under the cold tap in the kitchen.

Poniższy fragment jest przypisem i stanowi pierwszą wzmiankę o żółwiu w kontekście Świata Dysku:

Ringworld, a torus, a million miles wide, surrounding a star rather than orbiting it, clearly feeds into Discworld, albeit without the supporting elephants and turtle. Terry and Larry Niven met some years later and got along well. Niven seemed to regard Strata as a homage to his work, and Terry afterwards described Niven to Dave Busby as resembling ‘a small, stuffed owl’, which was by no means necessarily a pejorative description in Terry’s hands.

Powracamy do żółwi w kontekście domowym:

It’s safe to say that, during Lyn and Terry’s first decade in Rowberrow, activities such as wool-spinning, cheese-making, beekeeping and tortoiseraising took precedence over watching the television.

Kolejny kawałek dotyczy wydania pierwszej z książek ze świata dysku i debiutującego tam A’Tuina:

Colin Smythe Limited brought out the hardback of The Colour of Magic in November 1983. ‘In a distant and second-hand set of dimensions, in an astral plane that was never meant to fly, the curling star-mists waver and part …’ And here in public for the first time was Terry Pratchett’s Discworld, a flat planet borne through space on the backs of four elephants – Berilia, Tubul, Great T’Phon and Jerakeen – who are themselves positioned on the back of the giant star turtle Great A’Tuin, an arrangement quietly borrowed by Terry from Indian mythology* and which was somehow fundamental to what went on in the book and, at the same time, almost completely beside the point. The Colour of Magic introduced the inept wizard Rincewind, and Twoflower the tourist, and the Luggage, and the concept of Octarine, the eighth colour of the Discworld spectrum, visible only to wizards and cats. It also introduced the concept of being spectacularly funny in a fantasy novel. And it was spectacularly funny because its real subject, in the end, wasn’t elephants or astronomically huge turtles or wizards, nor even cats, but human foibles, which its author clearly, even though he was still honing his craft, had found a unique way to expose and articulate.

Ponownie kawałek z przypisu, o obecności żółwi w mitologii:

‘I filched it,’ as Terry wrote, ‘and ran away before the alarms went off.’ Indian mythology may merely have been the place where the world-on-a-turtle image was most prominent. Terry’s further explorations indicated that practically every mythology you could find had a soft spot at some time in its life for turtles flying through space. And why not?

Jeszcze jedna wzmianka o żółwiach w domu:

There would be plenty of scope for chickens and vegetables and fruit and tortoises and owl boxes, and also sheep.

Wzmianka o A’Tuinie:

At the same time, Great A’Tuin, the elephants, the Disc, the oceans flowing off the rim… you could see how it might work.

Ponownie o żółwiach:

After about 20 minutes, the back door crashed open in a blast of cold, damp air. In came Terry in a full-length brown leather duster coat and a battered hat, entirely soaked and very bedraggled. He had been feeding the tortoises.

O pomyśle na nową książkę i A’Tuinie i charakterze Pratchetta:

Terry had this idea for a Discworld novel with the working title ‘The Turtle Stops’. Great A’Tuin, the star turtle bearing the Disc, was going to become unwell. This would lead to an exploratory journey into the turtle, in preparation for which Terry had, needless to say, consulted a zoologist that he knew, John Chitty BVetMed Cert ZooMed CBiol MSB MRCVS, no less, in order to determine what, exactly, you would find if you ever ventured inside a turtle. But the pressing issue now was, how would the wizards of Unseen University come to know that Great A’Tuin was sick? We batted it back and forth between us in the office and then, that lunchtime, in the pub. Would there maybe be magical vibrations of some kind, which the wizards would be able to pick up? No. Too easy. Too close to Dr Who’s sonic screwdriver: not a proper solution.
So, what if, Terry suggested, it was possible to observe the slowing of the turtle’s interstellar paddling motion, from somewhere very high on the Disc?
This seemed problematic to me.
‘Terry, there would be nowhere on the Disc from which this phenomenon was visible.’
Terry was insistent. ‘Why not? They could sit on top of the Tower of Art, with a telescope.’
‘No, even then, they wouldn’t be in a position to see Great A’Tuin.’
‘Yes, they would,’ said Terry. ‘It’s the tallest building on the Disc!’
‘But it still wouldn’t be tall enough,’ I said. ‘It simply doesn’t work.’
In order to make my point, I grabbed a plate with the remainder of my lunch on it, balanced it on my fingertips and held it up between us.
‘OK, so my hand is the turtle, the plate is the Disc, the pea on the plate is the tower. There is no way that anyone standing on that pea is going to be in a position to see my hand under the plate.’

Dwa fragmenty o żółwiach i tym jak Terry wykorzystywał obowiązek ich karmienia jako formę ucieczki od rzeczy którymi zająć się nie chciał:

On the way back, Terry makes an unannounced detour to the greenhouse and attends to the tortoises for a while.

At some point after midnight, following a day of gaming and dealing with tortoises and fiddling about in the greenhouse and stomping around at the garden centre, Terry has laid down this concluding passage, perfectly answering the brief.

Wzmianka o A’Tuinie w kontekście objawów choroby Pratchetta:

It was the same when we were writing a passage towards what would have become The Turtle Stops and needed to take the reader inside Great A’Tuin.
‘Terry, we’re inside the star turtle. What do we see?’
‘It’s as big as a cathedral.’
‘Bigger, surely …’
‘It’s as big as a city.’
‘Bigger than that, too, surely …’

Ponownie żółwia wzmianka, o jednej z nienapisanych książek o której więcej było w jednym powyższych fragmentów:

Which is deeply saddening, of course. All those books he never got to write! All those books we never got to read! How many of them might there have been? Several were already underway: ‘Raising Taxes’; ‘Running Water’; ‘The Turtle Stops’; a second volume of adventures for the Amazing Maurice; ‘What Dodger Did Next’;

Autor: XYuriTT

Testy Niewidocznego Uniwersytetu

Tytuł: Testy Niewidocznego Uniwersytetu
Tytuł oryginału: The Unseen University Challenge
Autor(zy): Terry Pratchett, David Langford
Tłumaczenie: Piotr W. Cholewa
Rok wydania: 1996 (ENG), 2005 (PL)
Wydawnictwo: Victor Gollancz (ENG), Prószyński i S-ka (PL)

Dlaczego w bazie: Książka pozwalająca sprawdzić swoją wiedzę o Świecie Dysku.
Poniżej przedstawiamy wszystkie kawałki w których znalazł się żółwi element, dla jasności, prezentujemy je w układzie „nazwa kategorii pytań”, pytanie/zagadka (czasem wynikająca z opisu danej kategorii pytań, np „wskaż ziemski odpowiednik danej postaci”, opisów tychże nie cytujemy), odpowiedź.
Poza warstwą tekstową, w angielskim wydaniu znalazły się także trzy grafiki na których widać żółwia, na samym początku na stronie tytułowej i dwie w środku. W Polskim wydaniu jedna z grafik (logo Gildii Hazardzistów, w minigalerii na dole pokazane osobno) się nie znalazła.

Wydział Zjawisk Ostatecznych
7. Zderzenie z szybko lecącym żółwiem.
7. Ekswizytor Vorbis w Pomniejszych Bóstwach.1

Wydział Związków Bezpośrednich
1. Galileusza?
1. „A jednak się kręci”, powiedział podobno Galileo, kiedy został przez inkwizycję zmuszony do odwołania swej tezy, że Ziemia krąży wokół Słońca… ale rozsądnie powiedział to bardzo cicho i po włosku (Eppur si muove). W innym świecie Kwizycja Kościoła Wielkiego Boga Oma surowo traktuje tych, którzy głoszą herezję, jakoby Dysk był płaski i spoczywał na czterech słoniach, stojących na płynącym przez kosmos żółwiu (choć tak właśnie jest). A wolnomyśliciele, tacy jak filozof Didactylos, mówią „Żółw się rusza” (Pomniejsze bóstwa).2

Tutaj nietypowo, cytujemy opis kategorii oraz odpowiedź, która jest niejako dodatkowa, nie ma odnoszącego się do niej „pytania”.

Wydział Numerologii
Mało kto wie, że Świat Dysku ma własną wersję dziecięcej piosenki „liczącej” Green Grow the Rushes-o [Zielone rosną trzciny] – w oryginale każda zwrotka poświęcona jest jakiejś liczbie, np. dwunastu apostołów, dziesięć przykazań itd., a każda kolejna zwrotka wymienia wszystkie poprzednie liczby. Naturalnie, ostatnia i najdłuższa strofa dyskowej wersji brzmi mniej więcej „Zaśpiewam ci o dwunastu-o/Brązowa płynie Ankh-o/Czego masz dwanaście-o/Dwanaście jest Tego-Czy-Owego-o”, po czym liczba zmniejsza się szybko aż do „Jeden jest Wielki A’Tuin i zawsze będzie to”. Z listy poniżej powinieneś zrekonstruować liczbę kolejnych elementów (od 1 do 12), wymienianych w strofach piosenki. Które to strofy słabo, a czasem w ogóle, trzymają rytm i melodię*.
Jeden jest Wielki A’Tuin i zawsze będzie to – ale już punktu nie ddostaniesz, mądralo.3

Wydział Parazoologi
3. Familiar czarownicy o interesującym imieniu Chyżostopy.
3. Żółw – bardzo stary i znający wiele tajemnic. Tak przynajmniej zapewniał sprzedawca kupującą Magrat (Trzy wiedźmy)4

Wydział Związków Bezpośrednich II
4. Ajschylosa?
4. Według legendy Ajschyos – słynny grecki tragik – zginął, gdy orzeł nieostrożnie upuścił mu żółwia na głowę. Porównajmy teraz finał Pomniejszych Bóstw…5

Wydział Ontologii Continuum II
8. Nogi syreny, sierść żółwia, zęby kaczki, _____.
8. Skrzydła węża – opis chimery wg. Broomfoga (Czarodzicielstwo)6

Wydział Rezonansu Morficznego II
10. Moule (jak je definiuje Spis słów, od których oczy sczypią) i Zenon z Elei.
10. Tak, jasne, miałeś to na końcu języka. Zenon z Elei (495-435 p.n.e.) wprawiał w zdumienie greckich filozofów chytrymi paradoksami, „dowodząc”, że – na przykład – strzała wystrzelona z łuku nie może się poruszać albo że słynny szybkobiegacz Achilles nigdy nie prześcignie żółwia. Dyskowy Xenon z Efebu, jako człowiek bardziej praktyczny, zorganizował swój OŚRODEK TESTOWANIA AKSJOMATÓW (UWAGA – NIEROZSTRZYGNIĘTE POSTULATY), by wykazać, że niemożliwe, by lecąca strzała prześcignęła żółwia. Wynik: wiele żółwi na patykach. Najwyraźniej cała ta procedura doświadczalna to gra sprawnościowo-zręcznościowa przy użyciu żółwi, co jest definicją słowa „moule” w Spisie słów, od których oczy szczypią (Piramidy, Straż! Straż!).7

Wydział Zaklęć
10. Właściwe wykluwanie żółwich jaj.
10. Wszystkie osiem bezimiennych zaklęć z pierwotnego grimoire’a, Octavo. (Blask fantastyczny)8

Wydział Analizy Statystycznej
5. Przy odrobinie szczęścia miał jedną szansę na milion.
5. Om, w swej żółwiej inkarnacjim na dostanie się do Cytadelii orłostopem (Pomniejsze bóstwa)9

Wydział Fregologii
8. Żółwie
8. Osiem młodych żółwi wykluwa się, kiedy Wielki A’Tuin zbliża się do czerwonej gwiazdy (Blask fantastyczny)10

Wydział Jasnosłyszenia IV
9. Ówiue ci, żefys sfadau!
9.Wielki bóg Om, chwilowo w postaci żółwia, instruujący ptaka scalbie, żeby się wyniósł, i jednocześnie pracowicie ksający go w nogę (Pomniejsze bóstwa).11

Ten fragment i „wydział” zawiera podpowiedzi do wszystkich pytań, zawiera nazwę wydziału, strone na której się on znajduje oraz numer pytania i podpowiedź.

Wydział Muzykologii
Związki bezpośrednie II (str 84) 4. żółw
Rezonans morficzny II (str 115) 10. żółwie12

Ten fragment pochodzi z tekstu końcowego, już po części quizowej:

Nie zakopałem też nigdzie na Równinach Sto złotego żółwia, by ci którzy podążą za ukrytymi wskazówkami, mogli wytropić go i odkopać.13

1. Faculty of Adhesive ultimates
7 High velocity tortoise impact.
7 Exquisitor Vorbis in Small Gods.


2. Faculty of Ley Lines
1 Galileo?
1 'Nevertheless it does move,’ Galileo supposedly said after being forced by the Inquisition to recant his belief that the Earth orbited the Sun… but he cautiously said it under his breath and in Italian (Eppur si muove). Elsewhere, the Quisition of the Church of the Great God Om takes a hard line with those asserting the heresy that Discworld is flat and propped up by four elephants standing on a space-traversing turtle (which it is). And freethinkers like the philosopher Didactylos say, 'The Turtle moves.’ (Small Gods)


3. Faculty of Numerology
It is completely unknown that Discworld has its own version of the celebrated counting song 'Green Grow the Rushes-o’. Naturally, the most extended verse begins 'I’ll sing you twelve-o, Brown flows the Ankh-o… What are your twelve-o? Twelve for the something-or-other’ – and goes rapidly downhill to 'One is one is Great A’Tuin and evermore shall be so’. From the list below you should be able to reconstruct the lines (which don’t all scan very well, or at all*) and put them in order.
One is one is Great A’Tuin and evermore shall be so – but you don’t get a mark for that one, cully.


4. Faculty of Parazoology
3 A Witch’s familiar that was interestingly named Lightfoot
3 A tortoise, or tortoyse – incredibly old and knowing many secrets, or so the salesman told its purchaser Magrat. (Wyrd Sisters)


5. Faculty of Ley Lines II
4 Aeschylus
4 According to legend, Aeschylus – of Greek tragedy fame – died when an eagle inconsiderately dropped a tortoise on his head. Now see the finale of Small Gods…


6. Faculty of Continuum Ontology II
8 Three legges of an mermade, the hair of an tortoise, the teeth of an fowel, and ______.
8 The winges of a snake – Broomfog’s definition of a chimera. (Sourcery)


7. Faculty of Morphic Resonance II
10 Moules (as defined in the Dictionary of Eye-Watering Words) and Zeno of Elea.
10 Yes, of course it was on the tip of your tongue. Zeno of Elea (495-435 BC) boggled Greek philosophers with mischievous paradoxes 'proving’ that, for example, an arrow in flight cannot move and that the notorious sprinter Achilles would never be able to overtake a tortoise. Discworld’s Xeno of Ephebe, being more practical, set up his Axiom Testing Station (CAUTION – UNRESOLVED POSTULATES) to demonstrate that it is impossible for an arrow in flight to overtake a tortoise. Result: a lot of tortoises on sticks. Clearly the whole experimental procedure is a game of skill and dexterity involving tortoises – which is the Dictionary of Eye-Watering Words’s definition of 'moules’. (Pyramids, Guards! Guards!)


8. Faculty of Spellaeology
10 The proper hatching of turtle eggs.
10 All eight nameless spells from the primal grimoire the Octavo. (The Light Fantastic)


9. Faculty of Probabiity analysis
5 It was a million-to-onr chance, with any luck.
5 Om, in his tortoise incarnation, getting to the Citadel in time via eagle-lift. (Small gods)


10. Faculty of Fregology
8 Turtles
8 Eight new turtes are hatched when Great A’Tuin approaches the red star. (The Light Fantastic)


11. Faculty of Clairaudience IV
9 I old oo, ugger ogg!
9 The great god Om in tortoise form, instructing a scalbie bird to bugger off while busy biting its foot. (Small Gods)


12. Faculty of Musicology
Ley Lines II (pg 85) 4. Tortoise.
Morphic Resonance II (pg 116) 10 tortoises


13. Nor indeed has a golden turtle been buried somewhere in the Sto Plains for followers of the hidden clues to trace and dig up.


Autor: XYuriTT

Planet Earth II: A New World Revealed

Tytuł: Planet Earth II: A New World Revealed
Autor(zy): Stephen Moss
Rok wydania: 2016
Wydawnictwo: BBC Books

Dlaczego w bazie: Ksiązkowy dodatek do serii przyrodniczej Planeta Ziemia II. Znalazło się tutaj kilka żółwich fragmentów i dwa całostronicowe zdjęcia.

Pierwsza żółwia wzmianka pojawia się w przedmowie autorstwa Davida Attenborough:

It was a blissful time for those of us making natural history programmes. Even in Africa, where many of the animals were so familiar, we could easily find creatures that were quite new to most viewers – porcupines, chameleons and turtles. And if we went to other continents there were all kinds of astonishments – wombats and narwhals, hummingbirds and armadillos, manatees and sloths.

Kolejna wzmianka jest o tym, że Jaguary czasem zjadają żółwie:

The jaguar is an excellent swimmer and, like most big cats, an opportunist, hunting a wide range of prey, from freshwater turtles and armadilos, to capybaras and deer.

Wzmianka o tym, że niektóre zwierzęta w nietypowych warunkach wyjątkowo rosną, jak żółwie z Galapagos:

In the absence of of their old predators or competitors, many animals (and plants) have developed unusual characteristics. Some are bigger than their mainland cousins – the Galapagos tortoises, for example.

Kolejny fragment to spory kawałek o żółwiach z Galapagos i Darwinie:

The biggest tortoise

Small may not always be the best route to survival on an island, and many creatures display the opposite trait: they become giants. Nowhere is this more apparent than on the Galápagos Islands. Off the Pacific coast of South America, straddling the equator, the Galápagos gained their worldwide fame as the cradle of evolutionary theory when Charles Darwin visited in the 1830s. Observing the strange life forms he encountered, adapted to different situations, led him to develop his theory of evolution through natural selection.

Of all the creatures he came across, few were as impressive as the giant tortoises. They weigh on average roughly the same as three grown men. Once, these huge reptiles roamed across many of the world’s continents, but today they are only found on two island groups, separated by thousands of miles of sea: Aldabra in the Indian Ocean, and the Galápagos, where they live on 7 of the 21 islands. These reptiles are not only huge but also among the longest lived of any animal surviving more than a century in the wild (up to 170 years in captivity). Of the 13 known races, 11 survive today.
Like many of the other creatures on the Galápagos, the giant tortoises were castaways, drifting across the ocean from mainland South America. They managed to travel such a distance – some 1000km (620 miles) – because they float and can survive for several months without food or water. Helped by ocean currents, though some would have drifted westwards, enough made landfall for a viable population to become established.
Darwin was stunned by the size of these reptiles, noting in his journal that it took up to eight men to lift a tortoise. So why are they so big? One theory suggests that only the largest tortoises could have survived such a difficult sea crossing, as their large volume to surface area ratio would have allowed them to retain fluids, while their longer necks meant they could breathe more easily.
The other notable feature is how the shape of their shells differs. The shapes seem to correlate with the habitat of the island on which they live: those on lush, well-vegetated islands have domed shells and shorter necks; those on dry, desert-like islands have 'saddleback’ shells and long necks. Presumably, where there is plenty of low-growing vegetation, the animals can easily reach their food, while on drier islands, they may need to reach up to get to taller vegetation such as the abundant prickly pear cactus. However, other scientists have suggested that this may be a coincidence and that the saddleback shell shape is actually a product of sexual selection, a result of generations of females preferring males with a higher front to their shell and longer necks. But then two races that have a similar shape may not necessarily be very closely related, which tends to suggest that they have evolved in response to the type of habitat in which they live.
Famously, at the time of his visit, Darwin falled to appreciate the differences in shell-shape between each island tortoises. Only when he returned to England did he develop his theory; and then, to his eternal regret, he found that he had not always labelled the tortoise shells he had collected with the name of the island where it had been found – thus making the specimens far less useful for determining whether his assumptions were correct.
When the islands were discovered in the sixteenth century there were as many as a quarter of a million giant tortoises; today there are just a few thousand. But with better habitat conservation, and the removal of introduced animals, their future now looks more assured.

Poniższy tekst jest opisem obrazka z żółwiem z Aldabry, widocznego obok powyższego długiego tekstu:

The biggest survivor. Aldabra giant tortoise, on the remote Indian Ocean atoll of Aldabra – part of the Seychelles group. It is more than a metre long (more than 3 feet), and is the only species of giant tortoise to have survived in this part of the world, the others having been hunted to extinction by visiting seafarers or settlers or their habitat destroyed by introduced animals accompanying humans. These giants can live for more than 100 years, probably more than 150.

Ponowna wzmianka o żółwiach z Galapagos/Aldabry i tym że są duże:

So long as the niche you fill is unocuppied, it makes sound evolutionary sense to be either tiny or, if you are a tortoise on the Galapagos or Aldabra, very large indeed.

Drugi pod względem długości fragmencik, o składaniu jaj przez żółwie i tym jaki problem dla wyklutych żółwi stanowi sztuczne oświetlenie:

Turtles have been coming to Barbados to lay their eggs for thousands of years, but now light from the holiday resorts is throwing the hatchlings off track. On emerging, they need to head to the water as fast as they can to avoid being picked off by predators such as gulls. They have evolved to head to the brightest horizon – the water reflecting the light of the moon. But today the brightest glow comes from the hotels and restaurants, which takes the hatchlings in exactly the wrong direction. Red crabs then gather under the streetlights, picking them off before they ever reach the sea. For these turtles, which have seen urbanization take over their once-pristine natural nurseries, the future would be bleak were it not for the conservationists who are helping the hatchlings make it to the sea.

Podpis do drugiego żółwiego zdjęcia w książce, z żółwiem skórzastym, fotka znajdowała się obok powyższego tekstu:

Lure of the nightlight. On Juno Beach, Florida, a leatherback sea turtle hauls up to lay her eggs. When the baby turtles hatch, they head for the brightest horizon, which should be the natural glow of moon on the sea. But light from beachfront development can lead them off course, and wandering hatchlings can be hit by cars or caught by predators.

Ostatnia żółwia wzmianka, ponownie o tym jak sztuczne oświetlenie negatywnie działa na świeżo wyklute żółwie:

On the Caribbean island of Barbados (as on the beaches elsewhere), hatchling turtles are so confused by the lights of beach developments that they head away from the sea rather than towards it, and the shoots at night mostly recorded baby turtles dying in street gutters.

Autor: XYuriTT

Dom Łańcuchów

Tytuł: Dom Łańcuchów
Tytuł oryginału: House of Chains
Autor(zy): Steven Erikson
Tłumaczenie: Michał Jakuszewski
Rok wydania: 2002 (ENG), 2003 (PL)
Wydawnictwo: Tor Books (ENG), Wydawnictwo Mag (PL)

Dlaczego w bazie: Czwarty tom Malazańskiej Księgi Poległych zawiera skromnie, jeden żółwi fragment, z prawdziwym, idącym sobie sporym zwierzakiem:

Płaszczyznę równiny urozmaicał jedynie wielki żółw, który lazł po dnie dawnego morza z niewyczerpaną cierpliwością typową dla bezmyślnych stworzeń. U obu jego boków posuwały się dwa cienie.
– Szkoda, że nie ma dwóch – odezwał się Trull Sengar. – Moglibyśmy jechać z klasą.
– Podejrzewam – zauważył Onrack, gdy zwolnili kroku, by zrównać się tempem z żółwiem – że on również tego żałuje.
– I stąd się wzięła ta jego wielka podróż… szlachetne poszukiwania, które budzą we mnie pewną dozę sympatii.
– Czy więc tęsknisz za pobratymcami, Trullu Sengar?
– To zbyt ogólne stwierdzenie.
– Ach, mówisz o potrzebie rozmnażania.1

1. The huge tortoise was the only object to break the flat plain, lumbering with the infinite patience of the truly mindless across the ancient seabed. Twin shadows grew to flank it.
‘Too bad there’s not two of them,’ Trull Sengar said, ‘then we could ride in style.’
‘I would think,’ Onrack replied, as they slowed their pace to match that of the tortoise, ‘that it feels the same.’
‘Hence this grand journey … indeed, a noble quest, in which I find a certain sympathy.’
‘You miss your kin, then, do you, Trull Sengar?’
‘Too general a statement.’
‘Ah, the needs of procreation.’


Źródło: Mossar, Opracował: XYuriTT

Wspomnienie lodu

Tytuł: Wspomnienie lodu
Tytuł oryginału: Memories of Ice
Autor(zy): Steven Erikson
Tłumaczenie: Michał Jakuszewski
Rok wydania: 2001 (ENG), 2002 (PL)
Wydawnictwo: Tor Books (ENG), Mag (PL)

Dlaczego w bazie: Trzeci tom Malazańskiej Księgi Poległych, jak w większości tomów, także i tutaj znalazły się żółwie fragmenty, konkretnie sześć kawałków, wszystkie przytaczamy poniżej.

Pierwsza wzmianka dotyczy wykonywanych ze skorup żółwi pancerzy:

Być może najdziwniejszą grupą wojowników, jakich widział Paran, byli Gilkowie. Włosy ścinali sobie w wąskie, sztywne grzebienie, a ich zbroje były wykonane ze skorup jakiegoś rodzaju żółwi. Byli niscy i krępi jak na Barghastów i kapitan odnosił wrażenie, że mogliby się oprzeć każdej ciężkiej piechocie na świecie.1

Druga w takim samym kontekście:

Gdy beklici i betaklici ruszyli ku murom w towarzystwie dźwigających drabiny desandi, Itkovian rozkazał otworzyć ogień z murów i baszt. Nastąpiła straszliwa rzeź. Atakujący nie zawracali sobie głowy żółwiami ani innymi formami osłony i w rezultacie ponosili przerażające straty.2

Trzecie chyba jest w kontekście formacji bojowej.

Itkovian usłyszał ich dźwięk i otworzył nagle oczy. Jego umysł wypełniła przyćmiewająca wszystko inne wizja wyposażonych w zadziory grotów wbijających się w pancernego żółwia Szarych Mieczy. Strzały przenikały tu i ówdzie przez osłonę tarcz, a żołnierze chwiali się i padali na ziemię.3

Czwarty fragment to ponownie pancerze:

Pierwsi w rozsypkę poszli Barahnowie. Widok rzezi kuzynów wzmocnił determinację Ahkratów, którzy bronili się aż do południa, kiedy to Taur oddzielił swoich Gilków od oddziałów szturmujących miasto i wysłał odzianych w pancerze z żółwich skorup wojowników na odsiecz Ahkratom. 4

Piąty także dotyczy formacji bojowej.

– Główną rampę – odparł Szybki Ben, podchodząc do kapitana. Dotknął palcem mapy. – Tę, którą zamierzali pomaszerować w dół podczas zasadzki. Nie będą tam mieli osłony, ale jeśli uda się im złączyć tarcze i uformować żółwia… no cóż, jest nas tylko czterdziestu…5

Szósty chyba też dotyczy formacji bojowej.

Paran widział już ruch między drzewami, nierówne linie Panniończyków, którzy wspinali się ku nim. Nie utworzyli linii tarcz ani żółwi. Gdy beklici rozpoczną szturm, ich straty będą przerażające.6

1. Perhaps the strangest group of warriors Paran had seen was the Gilk. Their hair was cut in stiff, narrow wedges and they wore armour assembled from the plates of some kind of tortoise. Distinctively short and stout for Barghast, they looked to the captain to be a match for any heavy infantry they might face.


2. As the Beklites and Betaklites rushed the walls, the ladder-bearing Desandi among them, Itkovian gave the command for counterfire from the walls and block towers. The ensuing slaughter was horrific. The attackers had not bothered with turtles or other forms of cover, and so died in appalling droves.


3. Eyes snapping open, Itkovian heard that whisper. He saw, with a vision filling his awareness, to the exclusion of all else, as the barbed heads plunged into the shielded turtle that was the Grey Swords. Shafts slipped through here and there. Soldiers reeled, fell, folded in on themselves.


4. The Barahn were the first to break. Witnessing the ensuing slaughter of their kin had solidified the resolve of the Ahkrata, and they held until midday, when Taur detached the Gilk from the drive into the city and sent the turtle-shell-armoured warriors to their aid.


5. ‘The main ramp,’ Quick Ben said, rising to join the captain. He tapped a finger on the map. ‘The one they’d planned on using for the downward march to launch the ambush. No cover for them, but if they can lock shields out front and turtle … well, there’s only forty of us …’


6. Down among the trees Paran could now see movement, ragged lines of Pannions climbing towards them. No shield-lines, no turtles – the toll among the Beklites, once they closed to attack, would be fearful.


Źródło: Mossar, Opracował: XYuriTT

Okaleczony Bóg

Tytuł: Okaleczony Bóg
Tytuł oryginału: The Crippled God
Autor(zy): Steven Erikson
Tłumaczenie: Michał Jakuszewski
Rok wydania: 2011 (ENG), 2012 (PL)
Wydawnictwo: Tor Books (ENG), Wydawnictwo Mag (PL)

Dlaczego w bazie: Ostatni, dziesiąty tom Malazańskiej Księgi Poległych. Jednoznacznie żółwie wzmianki znaleźliśmy w pięciu fragmentach, z czego dwa to lekka zasługa tłumacza który słowo „Shell” przetłumaczył z podkreśleniem, że to żółwie skorupy. Samo słowo „Shell” w oryginalnym tekście pada więcej razy, więc jakby się uprzeć, żółwich kawałków jest więcej, ale są „w domyśle”.

Pierwszy przypadek właśnie taki jest, „shell-armour” przełożone na „zbroję z żółwich skorup”.

Spax zawsze pamiętał, by luźno zawiązywać swą zbroję z żółwich skorup, żeby stukały o siebie swobodnie. Przywiązane we wszystkich możliwych miejscach fetysze potęgowały jeszcze ów efekt, ku jego wielkiemu zadowoleniu.1

Trzy kolejne fragmenty to normalne wzmianki o żółwich skorupach, obecne także w takiej formie (turtle shell) po angielsku:

Abrastal i wódz wojenny Spax czekali przed namiotem królowej. Aranict przyglądała się im, gdy zbliżali się razem z Brysem. Oboje wdziali paradne stroje. Królowa wyglądała władczo, mimo że włosy po jednej stronie głowy miała obcięte, a wódz Wojenny Gilków obwiesił się bronią i włożył sięgający kostek płaszcz z żółwich skorup.2

Zdradzili nas – oznajmił Pilny, przyglądając się Tanakalianowi. – Wielu Czystych zginęło z ich rąk. Powiedz mi, czy ci Gilkowie mają w zwyczaju nosić zbroje?
– Tak, z żółwich skorup. To bardzo dziwne.
– Gillankai! Ich dłonie zbrukała krew Czystych!!3

– Doszliśmy do mniej więcej tego samego wniosku – zgodził się Spax. Wódz wojenny Gilków wdział pełną zbroję z żółwich skorup, pomalował twarz na biało, a oczy podkreślił ciemnoczerwoną ochrą.4

Piąty ponownie, „ornate shell helm” zostało przełożone na „zdobny hełm z żółwich skorup”, czyli wynikający z treści książki fakt że to żółwie skorupy został przez tłumacza jednoznacznie stwierdzony.

– Zobaczą nas… – Spax znalazł się nagle u jej boku. W jednej ręce trzymał ciężki topór, a w drugiej włócznię. Połowę twarzy zasłaniał mu zdobny hełm z żółwich skorup. – I zawrócą, by uderzyć na flankę Letheryjczyków. Brys nie ma odwodów, żeby się obronić przed ich atakiem.5

1. Spax made a point of keeping his shell-armour loose, the plates clacking freely, and with all the fetishes tied everywhere he was well pleased with the concatenation of sounds when he walked. Had he been a thin runt, the effect would not have worked, but he was big enough and loud enough to be his own squad, a martial apparition that could not help but make a dramatic entrance no matter how sumptuous the destination.


2. Abrastal and Warchief Spax were waiting outside the queen’s tent, and Aranict studied them as she and Brys approached. Both were arrayed in their full regalia, the queen looking imperial though the hair on one side of her head was shorn away, and the Gilk Warchief festooned in weapons and wearing an ankle-length cloak made of turtle shells.


3. ‘They betrayed us,’ Diligence said, studying Tanakalian. ‘Many Pures died at their hand. Tell me, these Gilk – are they in the habit of wearing armour?’
‘Turtle shell, yes – most strange.’
‘Gillankai! Their hands are drenched in the blood of Pures!’


4. ‘We more or less worked that one out,’ Spax said. The Gilk Warchief was in full turtleshell armour, his face painted white, the eyes rimmed in deep red ochre.


5. ‘They’ll see us’ – Spax was now at her side, a heavy axe in his hand, a spear in the other, his face half hidden by his ornate shell helm – ‘and wheel round to bite the Letherii flank – Brys has no reserves to guard against them.’


Źródło: Mossar, Opracował: XYuriTT

The Ultimate Discworld Companion

Tytuł: The Ultimate Discworld Companion
Autor(zy): Terry Pratchett, Stephen Briggs
Rok wydania: 2021
Wydawnictwo: Victor Gollancz

Dlaczego w bazie: Jak we wszystkich „Companionach” ze świata dysku, także i w ostatnim, „ostaecznym”, nie brakowało żółwich fragmentów. Przytaczamy poniżej prawdopodobnie wszystkie elementy w których są jakieś żółwie wzmianki, tekstowe lub wizualne.

W kawałku „Where I Am?” znajdującym się przed częścią z hasłami:

Several years ago now, I recorded a couple of lines to go into Dave Greenslade’s From the Discworld album . . . this was another happy accident, as I’d only gone along to the studio to dress up as Death for some publicity pix. From those two lines (‘The turtle moves’ and ‘Nevertheless, the turtle does move’), I have now moved on to record many of the unabridged books.

W haśle Astrolabe

Astrolabe. One of the Disc’s finest astrolabes is kept in a large, star-filled room in KRULL. It includes the entire Great A’Tuin-Elephant-Disc system wrought in brass and picked out with tiny jewels.
Around it the stars and planets wheel on fine silver wires. On the walls the constellations have been made of tiny phosphorescent seed pearls set out on vast tapestries of jet-black velvet. These were, of course, the constellations current at the time of the room’s decoration – several would be unrecognisable now owing to the Turtle’s movement through space. The planets are minor bodies of rock picked up and sometimes discarded by the system as it moves through space, and seem to have no other role in Discworld astronomy or astrology than to be considered a bloody nuisance.

W haśle Astrozoologists

Astrozoologists. Krullian scientists interested in studying the nature of the Great A’TUIN. Specifically, its sex.

W haśle A’Tuin, the Great

A’Tuin, the Great. The star turtle who carries the Discworld on its back. Ten-thousand-mile-long member of the species Chelys galactica, and the only turtle ever to feature on the Hertzsprung-Russell Diagram. Almost as big as the Disc it carries. Sex unknown.
Shell-frosted with frozen methane, pitted with meteor craters and scoured with asteroidal dust, its eyes are like ancient seas, crusted with rheum. Its brain is the size of a continent, through which thoughts move like glittering glaciers.
It is as large as worlds. As patient as a brick. Great A’Tuin is the only creature in the entire universe that knows exactly where it is going.
Upon its back stand Berilia, Tubul, Great T’Phon and Jerakeen, the four giant elephants upon whose shoulders the disc of the world rests. A tiny sun and moon spin around them on a complicated orbit to induce seasons, although probably nowhere else in the multiverse is it sometimes necessary for an elephant to cock its leg to allow the sun to go past.
After the events of The Light Fantastic, the Great A’Tuin was orbited by eight baby turtles, each with four small world-elephant calves and tiny discworlds, covered in smoke and volcanoes. They have subsequently begun their own cosmic journeys.
Wizards have tried to tune into Great A’Tuin’s mind. They trained up on tortoises and giant sea turtles to get the hang of the Chelonian mind. But although they knew that the Great A’Tuin’s mind would be big, they rather foolishly hadn’t realised it would be slow. After thirty years all they found out was that the Great A’Tuin was looking forward to something.
People have asked: How does the Disc move on the shoulders of the elephants? What does the Turtle eat? One may as well ask: What kind of smell has yellow got? It is how things are.

W haśle Brutha

(…) When the Great God OM was trapped in the form of a tortoise, Brutha – whose quiet and unquestioning belief meant he was the only person left in the entire country who could hear the god speak – carried him round in a wickerwork box slung over his shoulder. After many adventures, both prospered in their chosen spheres.

W haśle Calendars

Calendars.
THE DISCWORLD YEAR
The calendar on a planet which is flat and revolves on the back of four giants elephants is always difficult to establish.
It can be derived, though, by starting with the fact that the spin year – defined by the time taken for a point on the Rim to turn one full circle – is about 800 days long. The tiny sun orbits in a fairly flat ellipse, being rather closer to the surface of the disc at the rim than at the Hub (thus making the Hub rather cooler than the rim). This ellipse is stable and stationary with respect to the Turtle – the sun passes between two of the elephants.

W haśle Caroc cards

Caroc cards. Distilled wisdom of the Ancients. Deck of cards used on the Discworld for fortune telling and for card games (see CRIPPLE MR ONION). Cards named in the Discworld canon include The Star, The Importance of Washing the Hands (Temperance), The Moon, The Dome of the Sky, The Pool of Night (the Moon), Death, the Eight of Octograms, the Four of Elephants, the Ace of Turtles.

W haśle Chimera

Chimera. A desert creature, with the legs of a mermaid, the hair of a tortoise, the teeth of a fowl, the wings of a snake, the breath of a furnace and the temperament of a rubber balloon in a hurricane. Clearly a magical remnant. It is not known whether chimera breed and, if so, with what.

W haśle Chelonauts

Chelonauts. Men who journey – or at least intend to journey – below the Rim to explore the mysteries of the Great A’TUIN. Their suits are of fine white leather, hung about with straps and brass nozzles and other unfamiliar and suspicious contrivances. The leggings end in high, thick-soled boots, and the arms are shoved into big supple gauntlets. Topping it all is a big copper helmet designed to fit on the heavy collars around the neck of the suits. The helmet has a crest of white feathers on top and a little glass window in front.

W haśle Death, House of

(…) In one corner and dominating the room, however, is a large disc of the world. This magnificent feature is complete down to solid silver elephants standing on the back of a Great A’TUIN cast in bronze and more than a metre long. The rivers are picked out in veins of jade, the deserts are powdered diamonds and the most notable cities are picked out in precious stones.(…)”

W haśle Discworld, the.

(…) And there, below the mines and sea-ooze and fake fossil bones put there (most people believe) by a Creator with nothing better to do than upset archaeologists and give them silly ideas, is Great A’TUIN.
(…)
The Discworld should not exist. Flatness is not a natural state for a planet. Turtles should grow only so big. (…)

W haśle Gamblers’ Guild

Gamblers’ Guild. Motto: EXCRETVS EX FORTVNA. (Loosely speaking: ‘Really Out of Luck’.) Coat of arms: A shield, gyronny. On its panels, turnwise from upper sinister: a sabre or on a field sable; an octagon gules et argent on a field azure; a tortue vert on a field sable; an ‘A’ couronnée on a field argent; a sceptre d’or on a field sable, a calice or on a field azure; a piece argent on a field gules; an elephant gris on a field argent. (…)

W haśle Granny’s Cottage

On the bed itself is a patchwork quilt which looks like a flat tortoise. It was made by Gordo SMITH and was given to Miss Weatherwax by ESK’S mother one HOGSWATCHNIGHT.

W haśle Krull

(…) The Krullians once had plans to lower a vessel over the Edge to ascertain the sex of the Great A’TUIN.

W haśle Morecombe

Morecombe. A vampire, although obviously housetrained. He is the solicitor of the RAMKIN family, and senior member of the firm Morecombe, Slant and Honeyplace. Scrawny around the neck, like a tortoise; very pale, with pearly, dead eyes.

W haśle Oats, Quite Reverend

(…) He also wore a holy turtle pendant and carried a finely printed graduation copy of the Book of Om, which he unfortunately mislaid during the events of Carpe Jugulum. (…) „>17

W haśle Om

Om. The Great God Om. When he is first encountered, he is a small tortoise with one beady eye and
a badly chipped shell. (…)

W haśle Potent Voyager

Potent Voyager. Vessel constructed by DACTYLOS to take two chelonauts out over the Rim to determine the sex of the Great A’TUIN. A huge bronze space ship, without any motive power other than the ability to drop.

W haśle Rimbow

(…) The Rimbow hangs in the mists just beyond the edge of the world, appearing only at morning and evening when the light of the Disc’s little orbiting sun shines past the massive bulk of the Great A’TUIN and strikes the Disc’s magical field at exactly the right angle.

W haśle Simony, Sergeant

Simony, Sergeant. Sergeant in the Divine Legion in OMNIA and a follower of the Turtle Movement.(…)

W haśle Turtle, the Great.

Turtle, the Great. (See A’TUIN, GREAT.)

W haśle Turtle Movement

Turtle Movement. A secret society in OMNIA which believes that the Disc is flat and is carried through space on the backs of four elephants and a giant turtle. Their secret recognition saying is ‘The Turtle Moves’. Their secret sign is a left-hand fist with the right hand, palm extended, brought down on it. Most of the senior officials of the Omnian church are members of the ‘movement’, but since they all wear hoods and are sworn to absolute secrecy each thinks he is the only one.

W haśle Zodiac

(…) It would be more correct to say that there are always sixty-four signs in the Discworld zodiac but also that these are subject to change without notice. Stars immediately ahead of the Turtle’s line of flight change their position only very gradually, as do the ones aft. The ones at right angles, however, may easily alter their relative positions in the lifetime of the average person, so there is a constant need for an updating of the Zodiac. This is done for the STO PLAINS by Unseen University, but communications with distant continents (who in any case have their own interpretations of the apparent shapes in the sky) are so slow that by the time any constellation is known Discwide it has already gone past. (…)

Autor: XYuriTT

The New Discworld Companion

Tytuł: The New Discworld Companion
Autor(zy): Terry Pratchett, Stephen Briggs
Rok wydania: 2002
Wydawnictwo: Victor Gollancz

Dlaczego w bazie: Jak we wszystkich „Companionach” ze świata dysku, także i w trzecim nie zabrakło żółwich fragmentów. Przytaczamy poniżej prawdopodobnie wszystkie elementy w których są jakieś żółwie wzmianki, tekstowe lub wizualne.

W kawałku „Where I Am?” znajdującym się przed częscią z hasłami:

Several years ago now, I recorded a couple of lines to go into Dave Greenslade’s From the Discworld album . . . this was another happy accident, as I’d only gone along to the studio to dress up as Death for some publicity pix. From those two lines (‘The turtle moves’ and ‘Nevertheless, the turtle does move’), I have now moved on to recording some of the unabridged books for Isis Publishing.

W haśle A’Tuin, the Great

A’Tuin, the Great. The star turtle who carries the Discworld on its back. Ten-thousand-mile-long member of the species Chelys galactica, and the only turtle ever to feature on the Hertzsprung-Russell Diagram. Almost as big as the Disc it carries. Sex unknown.
Shell-frosted with frozen methane, pitted with meteor craters and scoured with asteroidal dust, its eyes are like ancient seas, crusted with rheum. Its brain is the size of a continent, through which thoughts move like glittering glaciers.
It is as large as worlds. As patient as a brick. Great A’Tuin is the only creature in the entire universe that knows exactly where it is going.
Upon its back stand Berilia, Tubul, Great T’Phon and Jerakeen, the four giant elephants upon whose shoulders the disc of the world rests. A tiny sun and moon spin around them on a complicated orbit to induce seasons, although probably nowhere else in the multiverse is it sometimes necessary for an elephant to cock its leg to allow the sun to go past.
After the events of The Light Fantastic, the Great A’Tuin was orbited by eight baby turtles, each with four small world-elephant calves and tiny discworlds, covered in smoke and volcanoes. They have subsequently begun their own cosmic journeys.
Wizards have tried to tune into Great A’Tuin’s mind. They trained up on tortoises and giant sea turtles to get the hang of the Chelonian mind. But although they knew that the Great A’Tuin’s mind would be big, they rather foolishly hadn’t realised it would be slow. After thirty years all they found out was that the Great A’Tuin was looking forward to something.
People have asked: How does the Disc move on the shoulders of the elephants? What does the Turtle eat? One may as well ask: What kind of smell has yellow got? It is how things are.

W haśle Brutha

(…) When the Great God OM was trapped in the form of a tortoise, Brutha – whose quiet and unquestioning belief meant he was the only person left in the entire country who could hear the god speak – carried him round in a wickerwork box slung over his shoulder. After many adventures, both prospered in their chosen spheres.

W haśle Caroc cards

Caroc cards. Distilled wisdom of the Ancients. Deck of cards used on the Discworld for fortune telling and for card games (see CRIPPLE MR ONION). Cards named in the Discworld canon include The Star, The Importance of Washing the Hands (Temperance), The Moon, The Dome of the Sky, The Pool of Night (the Moon), Death, the Eight of Octograms, the Four of Elephants, the Ace of Turtles.

W haśle Chimera

Chimera. A desert creature, with the legs of a mermaid, the hair of a tortoise, the teeth of a fowl, the wings of a snake, the breath of a furnace and the temperament of a rubber balloon in a hurricane. Clearly a magical remnant. It is not known whether chimera breed and, if so, with what.

W haśle Chelonauts

Chelonauts. Men who journey – or at least intend to journey – below the Rim to explore the mysteries of the Great A’TUIN. Their suits are of fine white leather, hung about with straps and brass nozzles and other unfamiliar and suspicious contrivances. The leggings end in high, thick-soled boots, and the arms are shoved into big supple gauntlets. Topping it all is a big copper helmet designed to fit on the heavy collars around the neck of the suits. The helmet has a crest of white feathers on top and a little glass window in front.

W haśle Death, House of

(…) In one corner and dominating the room, however, is a large disc of the world. This magnificent feature is complete down to solid silver elephants standing on the back of a Great A’TUIN cast in bronze and more than a yard long. The rivers are picked out in veins of jade, the deserts are powdered diamonds and the most notable cities are picked out in precious stones.(…)”

W haśle Discworld, the.

(…) And there, below the mines and sea-ooze and fake fossil bones put there (most people believe) by a Creator with nothing better to do than upset archaeologists and give them silly ideas, is Great A’TUIN.
(…)
The Discworld should not exist. Flatness is not a natural state for a planet. Turtles should grow only so big. (…)

W haśle Gamblers’ Guild

Gamblers’ Guild. Motto: EXCRETVS EX FORTVNA. (Loosely speaking: ‘Really Out of Luck’.) Coat of arms: A shield, gyronny. On its panels, turnwise from upper sinister: a sabre or on a field sable; an octagon gules et argent on a field azure; a tortue vert on a field sable; an ‘A’ couronnée on a field argent; a sceptre d’or on a field sable, a calice or on a field azure; a piece argent on a field gules; an elephant gris on a field argent. (…)

W haśle Granny’s Cottage

On the bed itself is a patchwork quilt which looks like a flat tortoise. It was made by Gordo SMITH and was given to Miss Weatherwax by ESK’S mother one HOGSWATCHNIGHT.

W haśle Krull

(…) The Krullians once had plans to lower a vessel over the Edge to ascertain the sex of the Great A’TUIN.

W haśle Morecombe, Schwarzlache von.

Morecombe, Schwarzlache von. A vampire, although obviously housetrained. He has been the RAMKIN family’s solicitor for more than 400 years, and is senior member of the firm Morecombe, Slant and Honeyplace. Scrawny around the neck, like a tortoise; very pale, with pearly, dead eyes.

W haśle Oats, Quite Reverend

(…) He also wore a holy turtle pendant and carried a finely printed graduation copy of the Book of Om, which he unfortunately mislaid during the events of Carpe Jugulum. (…) „>17

W haśle Om

Om. The Great God Om. When he is first encountered, he is a small tortoise with one beady eye and
a badly chipped shell. (…)

W haśle Potent Voyager

Potent Voyager. Vessel constructed by DACTYLOS to take two chelonauts out over the Rim to determine the sex of the Great A’TUIN. A huge bronze space ship, without any motive power other than the ability to drop.

W haśle Rimbow

(…) The Rimbow hangs in the mists just beyond the edge of the world, appearing only at morning and evening when the light of the Disc’s little orbiting sun shines past the massive bulk of the Great A’TUIN and strikes the Disc’s magical field at exactly the right angle.

W haśle Simony, Sergeant

Simony, Sergeant. Sergeant in the Divine Legion in OMNIA and a follower of the Turtle Movement.(…)

W haśle Turtle, the Great.

Turtle, the Great. (See A’TUIN, GREAT.)

W haśle Turtle Movement

Turtle Movement. A secret society in OMNIA which believes that the Disc is flat and is carried through space on the backs of four elephants and a giant turtle. Their secret recognition saying is ‘The Turtle Moves’. Their secret sign is a left-hand fist with the right hand, palm extended, brought down on it. Most of the senior officials of the Omnian church are members of the ‘movement’, but since they all wear hoods and are sworn to absolute secrecy each thinks he is the only one.

W haśle Zodiac

(…) It would be more correct to say that there are always sixty-four signs in the Discworld zodiac but also that these are subject to change without notice. Stars immediately ahead of the Turtle’s line of flight change their position only very gradually, as do the ones aft. The ones at right angles, however, may easily alter their relative positions in the lifetime of the average person, so there is a constant need for an updating of the Zodiac. This is done for the STO PLAINS by Unseen University, but communications with distant continents (who in any case have their own interpretations of the apparent shapes in the sky) are so slow that by the time any constellation is known Discwide it has already gone past. (…)

Autor: XYuriTT