Myto ogarów

Tytuł: Myto ogarów
Tytuł oryginału: Toll the Hounds
Autor(zy): Steven Erikson
Tłumaczenie: Michał Jakuszewski
Rok wydania: 2008 (ENG), 2009 (PL)
Wydawnictwo: Bantam Books (ENG), Mag (PL)

Dlaczego w bazie: Ósmy tom Malazańskiej Księgi Poległych ma trzy/cztery żółwie fragmenty – rozbieżność ta wynika z faktu, że jeden fragment obecny jest jedynie w polskim tłumaczeniu (co stanowi przykład dożółwiania tłumaczeń). Wszystkie fragmenty przytaczamy poniżej:

W pierwszym fragmencie żółw pojawia się w kontekście kulinarnym:

– Jedz – rzekł syn. – To mięso żółwia, który kopie tunele, bardzo delikatne. Miska zmiękcza je i usuwa truciznę. Mleka miski z reguły się nie pije, bo umysł wędruje po nim tak daleko, że już nie wraca. Jeśli ktoś wypije za dużo, mleko wyżera mu dziury w żołądku. Śmierć jest bardzo bolesna.
– Aha. Szkoda, że nie wspomnieliście o tym wcześniej. – Wędrowiec wziął mięso od dziecka. Chciał już włożyć je sobie do ust, ale zatrzymał się na chwilę. – Czy jest jeszcze coś, czego powinienem się dowiedzieć, nim zacznę żuć?
– Nie. Będzie ci się dziś śniło, że kopiesz tunele w ziemi. To nieszkodliwe. Żywność zawiera wspomnienia. Miska tego dowodzi. Gotujemy w niej wszystko, by nie skosztować goryczy śmierci.1

W drugim fragmencie, żółwie jaja zostają użyte w porównaniu:

W tej samej chwili drzwi otworzyły się z głośnym piskiem. i kobieta odwróciła się, siedząc. Do środka ostrożnie wszedł młody chłopak w obszernej brązowej szacie. Gdy zobaczył wnętrze gospody, jego oczy zrobiły się wielkie jak świeżo zniesione żółwie jaja. 2

Trzeci fragment to także porównanie, tym razem do żółwi:

Było rano, o tej porze zawsze najlepiej im się myślało. Niestety, z reguły szybko im to przechodziło i późnym popołudniem zwykle siedzieli gdzieś, ospali jak żółwie podczas burzy gradowej, i spierali się monosylabami nie bardzo wiadomo o co i z każdą chwilą ogarniał ich coraz większy gniew.3

Czwarty fragment to nawiązanie do żółwiej powolności – dodatek tłumacza, w oryginale mowa o tempie ślimaczym:

Rytuał wymuszał ożywienie bez zbytniej subtelności. Wszelkie niezbędne fizyczne przemiany zachodziły w żółwim tempie.4

1. ‘Eat,’ said the son. ‘The meat is from a turtle that tunnels, very tender. The miska milk softens it and removes the poison. One generally does not drink the miska, as it can send the mind travelling so far that it never returns. Too much and it will eat holes in your stomach and you will die in great pain.’
‘Ah. You could have mentioned that earlier.’ Traveller took the meat from the child. He was about to plop it into his mouth when he paused. ‘Anything else I should know before I begin chewing?’
‘No. You will dream tonight of tunnelling through earth. Harmless enough. All food has memory, so the miska proves – we cook everything in it, else we taste the bitterness of death.’


2. Faint asked him, then, as the front door squealed open, she turned in her chair. An adolescent boy in a voluminous brown robe edged in warily, eyes like freshly laid turtle eggs.


3. It was morning, when they did their best thinking, but that had a way of dying quick, so that by late afternoon they would find themselves sitting somewhere, sluggish as tortoises in a hailstorm, arguing about nothing in particular with monosyllabic brevity and getting angrier by the moment.


4. The Ritual forced animation with scant subtlety, and whatever physical adjustments occurred proceeded at a snail’s pace


Źródło: Mossar, Opracował: XYuriTT

Stonewielder

Tytuł: Stonewielder
Autor(zy): Ian Cameron Esslemont
Rok wydania: 2010
Wydawnictwo: Bantam Books

Dlaczego w bazie: Żółwi element jest w tej pozycji bardzo skromnie, jedynie w formie wzmianki o wykonanej z szylkretu spince do włosów.

Dressed in dark leathers, with a sword belted at her side, her long auburn hair pulled back and fixed with a bright green tortoiseshell clip, she almost looked to be a military officer of some sort.

Źródło: Mossar, Opracował: XYuriTT

Powrót Karmazynowej Gwardii

Tytuł: Powrót Karmazynowej Gwardii
Tytuł oryginału: Return of the Crimson Guard
Autor(zy): Ian Cameron Esslemont
Tłumaczenie: Michał Jakuszewski
Rok wydania: 2008 (ENG), 2009 (PL)
Wydawnictwo: Bantam (ENG), Mag (PL)

Dlaczego w bazie: W książce tej znaleźliśmy cztery żółwie fragmenty, w tym jeden w którym są aż trzy żółwie wzmianki, więc w zależności jak liczyć, w sumie są to 4-6 żółwie wystąpienia w tej pozycji. Przytaczamy wszystkie poniżej:

Blask ruszy z nimi do portu wewnątrz żółwia, podobnego do tego, który ponoć pomógł niedobitkom Trzeciej Kompanii uciec z jaskini, w której ich uwięziono.1

W końcu wokół oddziału uformował się pełny żółw z wysokich tarcz. Snajperzy rozmieszczeni na dachach wysokich budynków będą mieli szansę trafić ich z góry, ale w obecnej sytuacji nie mogli sklecić nic lepszego. Drzwi wyjściowe posłużyły im jako tylna osłona. Blask zerknęła do przodu przez szparę między tarczami. 2

Niezorganizowana tłuszcza uzbrojonych obywateli próbowała jednocześnie ostrzeliwać ich z kusz i cofać się, ale to zadanie okazało się zbyt trudne. Milicja pierzchła panicznie. Ciała i kusze padały na ziemię. Przechodząc obok, Gwardziści zebrali broń. Ostrzał z tyłu jednak nie ustawał. Od czasu do czasu bełt znajdował szczelinę i któryś z ludzi padał. – Ostrzeliwać ich! – ryczał z tyłu Voss.
– Dymek! – zawołała Blask.
– Już się robi.
Z tyłu żółwia buchnęły płomienie, zamykając zaułek.
– Jak długo jeszcze? – zapytała Blask. – Niedługo.
Wyszli na szeroką aleję biegnącą z północy na południe. Było przy niej pełno straganów ulokowanych przed dwupiętrowymi sklepami z cegieł. Środkiem ulic uciekały tłumy untan, zmierzających na południe, do portu. Krążyły tam bandy uzbrojonej milicji, szukające nowych celów. Wszyscy uchodźcy zatrzymali się, spojrzeli na wynurzającego się z zaułka żółwia i uciekli z wrzaskiem. – I znowu w lewo! – zawołała Blask.
Niezgrabna bestia skręciła z głośnym stukotem. Blask ujrzała przez szczelinę długą aleję opadającą łagodnie ku portowi. W oddali rysowały się maszty, podświetlone ogniem pożarów. – Widzę port! – zawołała. Wewnątrz żółwia rozległy się radosne krzyki. Staccato bełtów znowu przybrało na sile. Ścigający wpadli w aleję, ponownie otaczając ich ze wszystkich stron. Rzucona z drugiego piętra lampa rozbiła się między nimi, tryskając płonącym olejem.3

Rillish wyciągnął miecz, ale odrętwiała noga odmówiła posłuszeństwa i zsunął się z konia. Leżał na plecach jak odwrócony żółw. Stopa zaplątała mu się w strzemię.4


1. Shimmer would move her command inside a turtle just like the one the remnants of the 3rd Company reported using to escape their imprisonment.


2. Eventually a full turtle of hefted tall shields now protected her command. Snipers in the taller buildings would still have line of sight down within, but it was the best they could throw together. The tavern’s front door served as the final rear mantlet closing all egress.


3. Before them a ragged mob of armed citizen militia struggled to simultaneously fire their crossbows and retreat. It proved too much for them and they melted away in a general panic of falling bodies and dropped weapons. As they passed over the spot the Guardsmen helped themselves to the weapons. Yet the punishment from the rear was intense; the occasional bolt found an opening and men fell.
`Return fire!’ Voss was yelling in the rear.
`Smoky!’ Shimmer called.
`On it.’
Flames roared up behind the turtle of jostled mantlets, cutting off the alley.
`How long?’ she asked.
`Not long.’
They emerged on to a major north-south avenue lined by vendors’ stalls fronting three-storey brick merchants’ shops. Fleeing citizenry thronged its. centre, flowing south to the waterfront. Bands of armed militia crossed the flow, shifting to new hot spots. All of the citizens stopped, stared. at the emerging turtle and fled screaming.
`Left again,’ Shimmer called.
Bumping and banging, the ungainly beast lurched left. Through the gap Shimmer could now see down the long slow descent of the avenue to ship masts lit by the glow of the widespread flames. `I see the harbour!’ she called. A cheer went up within the turtle. The staccato impacts of bolts picked up now that their pursuers had poured into the avenue and flowed to surround them once again. A lantern tossed from a third-storey window burst among them splashing burning oil everywhere.


4. Rillish drew, but his numb leg couldn’t restore his balance and he slid sideways off his horse. He lay on his back like an upturned turtle, his leg twisted in the stirrup.


Źródło: Mossar, Opracował: XYuriTT

Chorus Skating

Tytuł: Chorus Skating
Autor(zy): Alan Dean Foster
Rok wydania: 1994
Wydawnictwo: Warner Books

Dlaczego w bazie: Ósmy, ostatni tom serii Spellsinger. Bohaterem jest tutaj ponownie (jak w pierwszych sześciu tomach) Jon-Tom, żółwi element zaś pojawia się w postaci maga, Clothahumpa. Obecny jest jedynie w początkowej części książki, potem bohaterowie wyruszają szukać przygód, on natomiast zostaje w domu. Poniżej standardowo, kilka przykładowych fragmentów:

Opis pomieszczeń w drzewie żółwia:

Clothahump was not to be found in any of his several studies, nor in the great library. When finally he arrived in the audience chamber, it was clear he had been napping.
“Jon-Tom, what are you doing here today?” He yawned, his beak stretching wide.

Typowo, Clothahump rozumie „młodość”:

“Now that you have broken my concentration, what is it so urgent it makes you forget even Crixxas?”
Jon-Tom looked over at Mudge, who was ignoring him with practiced finesse. Finding no support from that quarter, he looked hopefully at the wizard.
“Really not much of anything, Master.”
“Come come, lad. You can tell old Clothahump.”
“I just did, sir. That is the problem. Nothing’s the matter. Anywhere.”
Clothahump looked dubious. “I fail to see why you should regard that as a disturbing state of affairs.”
“Frankly, Clothahump, Mudge and I are bored.”
“Ah!” The wizard’s face lit with understanding. Which in Clothahump’s case meant it actually took on a slight, pale evanescence. “Adventure selfdenial. A not uncommon malady among individuals of your age and intellectual-emotional type. I, of course, am immune to such juvenile disorders. I presume you have given some thought to a possible course of treatment?”

Clothahump zgłebia tajemnice wszechświata:

Clothahump watched them depart, grateful to see the last of them. With Ghorpul engaged in his duties, the wizard was finally able to retire once more to the special room of velvet darkness in which he chose to lose himself in contemplation of the unfathomable mysteries of the Universe. Seating himself in the exact center of the spherical chamber (which required that he hover precisely three body lengths off the floor), he made use of a quantity of drifting powders and potions. Soon the surroundings were illuminated by a nebulous, chromatic blush, which under the wizard’s sonorous, hypnotic urging began to take on substance and form. It was the shape of another turtle: young, lithe (insofar as a turtle could be lithe), decidedly female, and soft of shell. It was a most impressive conjuration, though its inherent philosophical gravity might well constitute a matter for some debate. Proximate to the phantasm Clothahump floated, hands and legs folded in front of him, his largely inflexible face cast in a perhaps less than profound grin… .

Jon-Tom tęskni za Clothahumpem:

He even missed Clothahump’s gruff admonitions and predictably constructive insults.

Jon-Tom wspomina powiedzonko Clothahumpa:

“That’s that.” Pleased with his effort, the spellsinger shook himself. Maybe he hadn’t toppled any towering ramparts or outblazed an attacking dragon, but as Clothahump often said, any spell you could walk away from was a good one.

Autor: XYuriTT

Son of Spellsinger

Tytuł: Son of Spellsinger
Autor(zy): Alan Dean Foster
Rok wydania: 1993
Wydawnictwo: Warner Books

Dlaczego w bazie: Przedostatni tom Serii Spellsinger, jak tytuł sugeruje, skupia się na synu dotychczasowego głównego bohatera. Jak w większości tomów, pojawiający się tu stary żółw i doskonały mag Clothahump obecny jest tylko w początkowej części powieści, potem bohaterowie wyruszają (i czasem go wspominają w myślach/dialogach) a on zostaje w domu. Poniżej prezentujemy kilka wybranych fragmentów:

Pierwszy mówi coś niecoś o charakterze Clothahumpa:

“Clothahump and I have some long-term, overdue debtors, but we’ve never used any strong-arm collection techniques. Nothing that would turn anyone vengeful. At least, I haven’t. I can mention it to Clothahump. You know how he can get about money sometimes.”
“The old miser,” Talea muttered.
“With him it’s not the interest. It’s the principal of the thing.”

W drugim główny bohater źle mówi o żółwiu, przez co jest zbesztany przez swoją matkę:

“Clothahump could do it,” Buncan muttered. “If he was interested in anybody’s problems besides his own.”
Talea whacked him on the side of his arc-inscribed head. “Don’t speak like that about your goduncle. Even if he is a turtle. He’s been very good to your father and me, when he could just as easily have decorporalized us and had done with it, after all the trouble we caused him.”

Kolejny to ogólny fragment o Clothahumpie:

The owl disappeared. Clothahump finished his tea, then rose with the slowness of great age and stared out the window toward the distant woods. There was no sign of young Meriweather. Clothahump hoped he was on his way home, though that was unlikely.
Well, it wasn’t his responsibility. He had other matters to attend to. There were alcoves and storage chambers inside the tree that hadn’t been scoured in a hundred years. That’s what happened when you put off cleaning for a few decades. Jon-Tom and Talea would have to straighten the lad out by themselves.
Checking the drawers set in his plastron, he trundled off in the direction of his workshop. The tornado ought to be about finished there by now. Have to make sure and empty it outside, he reminded himself.

W kolejnym bohater zastanawia się czym jest główne zagrożenie jakie się pojawi w książce, skoro boi się go nawet Clothahump:

The Grand Veritable, the merchant Gragelouth had called it. Reality or delusion, it had certainly provoked Clothahump. What could be formidable enough to cause the great wizard to adamantly refuse to acknowledge so much as its possible existence? What could frighten the all-powerful Clothahump that badly?

Ostatni wybrany przez nas fragment dotyczy poczucia humoru Clothahumpa:

“Not now.” Clothahump waved magnanimously. “Even absurd tales have their uses. One must balance enlightenment with entertainment. This is fortunate for you, elsewise I might have turned you into a cockroach as penance for interrupting my sleep.” The sloth started, sleepy eyes suddenly wide. Jon-Tom was quick to reassure him.
“Clothahump has a unique sense of humor.”

Autor: XYuriTT

The Time of the Transference

Tytuł: The Time of the Transference
Autor(zy): Alan Dean Foster
Rok wydania: 1986
Wydawnictwo: Phantasia

Dlaczego w bazie: Po tym jak w poprzednim tomie Clothahump miał spory udział, tutaj ponownie, sceny z nim zawarte są głównie na początku i końcu książki. Jest to zarazem pierwotny finalny tom – ma wyraźną konkluzję dla przygód głównego bohatera. 6 lat po wydaniu tej książki autor jednakże dopisał jeszcze dwa tomy, nie jest to więc tak całkiem koniec serii. Poniżej standardowo, jedynie kilka przykładowych fragmentów.

Pierwszy wybrany fragment mówi nam o tym, że czarodziej ma dobry sen:

“The wizard sleeps the sleep of the dead and I know what Sorbl sounds like when he’s drunk. This is different, Jon-Tom. Trust me, I know sounds in the night.”

Drugi wybrany fragment wyjaśnia, że Clothahump nie radzi sobie z czarami związanymi z ogrzewaniem:

He eyed her longingly for another moment, then turned and slipped from beneath the covers. Winter was loosening its grip reluctantly this year, so he stepped into slippers and a heavy robe. While Clothahump could dimensionally expand the interior of a tree to provide its occupants with spacious living quarters, he had yet to figure out a practical way to heat one without burning the tree itself to the ground.

Trzeci opisuje nieciekawe położenie w jakim Clothahump się znalazł, napadnięty i związany przez bandytów:

At four feet he had to stretch to lean over the back of the chair to which Clothahump was tied. He wore a suit of thin chain mail which jangled as he hopped up and down in anger and frustration. Clothahump had retreated completely into his shell. The wizard’s hands, feet and head were not visible. The guinea pig was leaning over the opening in the top of the shell and screaming inside. Ugly scars showed on his neck where the hair had never grown back.
“Come out of there, damn you! I’m tired of talking to a carapace.”
He started to reach inside with a paw, thought better of it and did not. Then he stepped back and nodded to the civet cat. To Jon-Tom’s horror he saw that the bucket held boiling hot mud, which the cat was preparing to dump down Clothahump’s shell.
The threat was sufficient to induce Clothahump to slowly stick out his head. He squinted in the light, his hexagonal glasses unsteady on his beak. Obviously he and Sorbl had been surprised while sleeping, before either could take any defensive action.
“For the last time, I am telling you to get out while you still have a chance.” Clothahump sniffed disdainfully. “I am the world’s greatest wizard. Tying me to a chair will not prevent me from turning all of you into walking flagons of pain. I will strip the flesh from your bones, slowly and agonizingly. It is only out of the goodness of my heart and out of sympathy for such blatantly ignorant morons as yourselves that I have not done so already!”

Kolejny fragment to przytoczenie jednej z rad Clothahumpa:

Was he going about it all wrong? But all he knew how to do was spellsing. He couldn’t use potions and powders like Clothahump. What was it the wizard was always telling him? “Always keep in mind that magic is a matter of specificity.”

Ostatni wybrany fragment wspomina o tym jak doświadczony w debatowaniu jest Clothahump, z racji swego wieku:

Putting aside his initial anger, Jon-Tom did just that. It wasn’t easy. He didn’t want to consider the matter logically and dispassionately. He wanted to stomp about and yell and shout imprecations. Unfortunately he knew he was doomed to lose from the start. Not only was Clothahump right, the turtle had two hundred and fifty years of debating experience on him.

Autor: XYuriTT

Dywizjon 303

Tytuł: Dywizjon 303
Tytuł angielski: Squadron 303
Autor(zy): Arkady Fiedler
Tłumaczenie (na angielski): Jarek Garlinski[
Rok wydania: 1942 (PL), 1942 (ENG)
Wydawnictwo: Wydawnictwo Oficyny Polskiej (PL), Peter Davies (ENG),

Dlaczego w bazie: Żółwie pojawiają się w tej książce dwukrotnie, w dwóch porównaniach – w jednym nawiązując do powolności, w drugim nawiązując do bezbronności przewróconych na plecy żółwi.

Ferić, lecący powoli jak żółw, z dymiącą maszyną, niezdolną do manewru, bezbronny Ferić rzucał się w oczy każdemu w obrębie kilkunastu kilometrów i pierwszy lepszy pędrak mógł go zatłuc jak wróbla w klatce.1

Lecz wobec jednego dywizjonu myśliwców, szaleńców akrobatyki i czartów kąśliwości, cała ta kupa bombowców była ociężała i bezbronna jak żółw przewrócony na plecy.2

1. His crawling Hurricane, incapable of maneuvering, and trailing smoke, was visible for a radius of several miles and could be shot down easily by the clumsiest of beginners.


2. But a single fighter squadron, every member a daredevil of aerial acrobatics and deadly in attack, had this mass of bombers as impotent and defenseless as a tortoise turned on to its back.


Źródło: Mossar, Opracował: XYuriTT

The Paths of the Perambulator

Tytuł: The Paths of the Perambulator
Autor(zy): Alan Dean Foster
Rok wydania: 1985
Wydawnictwo: Phantasia Press

Dlaczego w bazie: Piąty tom serii Spellsinger, jak w każdej książce serii, pojawia się tu żółw Clothahump. Po dwóch tomach skupiających się na podróżach Jon Toma, z żółwiem tylko na początku, tutaj stanowi on część grupy przez całą książkę, co czyni to ten tom jednym z mocno żółwich tomów. Poniżej pokazujemy jedynie kilka przykładowych fragmentów.

Pierwszy to przypomnienie gdzie Clothahump mieszka:

Wishing for a sudden onset of blindness, Jon-Tom stared around the chamber. Sorbl was not all that had been transformed. For openers, the wizard Clothahump did not live in a rocky, moisture-drenched cave that looked out over an ocean. He lived in a giant oak tree whose interior had been dimensionally enlarged by one of the sorcerer’s spells. The oak grew in the middle of a forest called the Bellwoods, not by the shore of some unknown sea that foamed red instead of white against the rocks.
There was also the matter of the sun’s absence and its replacement by two unhealthy-looking orbs of green and purple. Clothahump himself was a turtle many hundreds of years old, not an arthropod of unknown origin.

Kolejna to żółwie mądrości:

„Anyone is capable of anything,” Clothahump informed him sternly. „There is nothing that can be imagined that cannot be done given enough time, devotion, intelligence, and blind luck.”
„So somebody has to find this thing, cope with whatever has it trapped, and free it before we all go nuts. Swell.” Again his fingers caressed the duar’s strings. „So why can’t somebody else do it for a change? Why not send a whole coterie of wizards after this thing?”
„Because, as you well know,” Clothahump said in his best lecturing tone, „I am the most powerful and important wizard there is, so it behooves me to act for the common good in instances where others would have not the slightest inkling how to proceed.”

Kolejny fragment pokazuje, jak poważna jest tym razem sprawa, bo nawet Clothahump się boi:

„That’s what I enjoy about assisting you, Clothahump. You’re always so reassuring about the outcome.”
„Tut, my boy,” the wizard chided him sternly, „you must remain calm in the face of chaos. If for no other reason than to maintain control over your spellsinging.”
” 'Keep control.’ 'Stay calm’ Easy for you to say. You have some idea of what we’re up against, and you’re the world’s greatest sorcerer. Of course, you can keep your reactions under control. You’re sure of your abilities. I’m not. You know that you’ll be okay.”
Clothahump’s reply did nothing to boost Jon-Tom’s confidence.
„Are you kidding, my boy? I’m scared shitless.”

Kawałek o wyglądzie Clothahumpa:

„But, Master, I don’t like the cellar.”
Clothahump looked disgusted and put his hands on his hips-well, on the sides of his shell, anyway. Being a member of the turtle persuasion, his hips were not visible.

Clothahump w niewygodnje pozycji, leżący na skorupce:

Around them the forest stood silent sentinel, seemingly unchanged. Before him he saw their campsite and supplies.
Clothahump lay on his back, kicking violently and attempting to right himself.


Autor: XYuriTT

Podróż do wnętrza Ziemi

Tytuł: Podróż do wnętrza Ziemi (Wydana po polsku także jako Podróż do środka ziemi, Wyprawa do wnętrza Ziemi, Podróż podziemna : przygody nieustraszonych podróżników)
Tytuł oryginału: Voyage au centre de la Terre
Tytuł Angielski: Journey to the Center of the Earth (wydawane także jako A Journey to the Centre of the Earth i A Journey into the Interior of the Earth)
Autor(zy): Juliusz Verne
Tłumaczenie: Andrzej Zydorczak, Ludmiła Duninowska, wielu innych.
Rok wydania: 1864 (FR), 1865 (PL)
Wydawnictwo: Pierre-Jules Hetzel (FR)

Dlaczego w bazie: Książka przygodowa o statusie klasyka. Znalazły się w niej trzy wzmianki o żółwiach, wszystkie przytaczamy poniżej (polskie faragmenty w tłumaczeniu pani Ludmiły Duninowskiej, angielskie w tłumaczeniu Fredericka Amadeusa Mallesona):

Jednak fantazja ponosi mnie i zapuszczam się w cudowne hipotezy paleontologii. Śnię na jawie. Marzy mi się, że widzę na powierzchni wód owe ogromne, pradawne żółwie, podobne do pływających wysp.1

Hans chce wykorzystać wiatr i zwiększyć szybkość, aby uciec od niebezpiecznych sąsiadów, lecz dostrzega z przeciwnej strony niemniej groźnych nieprzyjaciół, mianowicie żółwia szerokości czterdziestu stóp oraz węża długości trzydziestu, który wychyla olbrzymią głowę ponad fale.
Nie sposób umknąć! Potwory zbliżają się, krążą wokół tratwy z szybkością, jakiej nie mogłyby dorównać najszybsze pojazdy, kreślą naokoło niej koncentryczne koła. Trzymam strzelbę w pogotowiu. Ale co może zdziałać kula, skoro ciała tych zwierząt pokryte są niezwykle grubą skórą!
Po prostu oniemieliśmy z przestrachu. Znów gady przybliżają się. Z jednej strony krokodyl, z drugiej wąż. Reszta morskiego stada znikła. Już-już mam zamiar strzelać. Hans powstrzymuje mnie gestem ręki. Obydwa potwory mijają tratwę w odległości pięćdziesięciu sążni, rzucają się na siebie i w rozwścieczeniu nie widzą nas wcale.
Walka rozgrywa się zaledwie o sto sążni od nas. Widzimy wyraźnie zmagające się bestie.
Ale teraz wydaje mi się, że i inne zwierzęta biorą udział w walce – morświn, wieloryb, jaszczur i żółw, dostrzegam je co chwila. Pokazuję Islandczykowi. Ten zaprzecza ruchem głowy.
– Tva – mówi.
– Co? Dwa?! Twierdzi, że są tylko dwa potwory…
– Ma rację! – woła wuj, który przez cały czas nie odrywał lunety od oczu.
– Cóż znowu!
– Tak, jeden z nich ma paszczę morświna, głowę jaszczura, zęby krokodyla i to właśnie wprowadziło nas w błąd. To Ichtiosaurus, najgroźniejszy gad okresu jurajskiego.
– A drugi?
– Drugi to Plesiosaurus, gad o długiej jak u węża szyi, straszliwy wróg tamtego.2

Zostawiliśmy Hansa przy jego zajęciach i ruszyliśmy w drogę. Przestrzeń między linią fal a podnóżem skał była dość rozległa; trzeba było iść pół godziny, żeby dotrzeć do granitowych ścian. Stopy nasze miażdżyły niezliczoną ilość muszli różnych kształtów i wielkości, które służyły ongiś za mieszkania skorupiakom z najwcześniejszych epok – Zauważyłem również olbrzymie pancerze – średnica ich przekraczała nieraz piętnaście stóp. Należały do gigantycznych glyptodonów z epoki plioceńskiej; współczesny żółw jest tylko miniaturową ich imitacją. 3


1. Nevertheless, though I could neither see nor discover anything, my imagination carried me away into wild hypotheses. I was in a kind of waking dream. I thought I saw on the surface of the water those enormous antediluvian turtles as big as floating islands. Upon those dull and somber shores passed a spectral row of the mammifers of early days, the great Liptotherium found in the cavernous hollow of the Brazilian hills, the Mesicotherium, a native of the glacial regions of Siberia.


2. Hans wants to tack to get away from this dangerous neighbourhood; but he sees on the other hand enemies not less terrible; a tortoise forty feet long, and a serpent of thirty, lifting its fearful head and gleaming eyes above the flood.
Flight was out of the question now. The reptiles rose; they wheeled around our little raft with a rapidity greater than that of express trains. They described around us gradually narrowing circles. I took up my rifle. But what could a ball do against the scaly armour with which these enormous beasts were clad?
We stood dumb with fear. They approach us close: on one side the crocodile, on the other the serpent. The remainder of the sea monsters have disappeared. I prepare to fire. Hans stops me by a gesture. The two monsters pass within a hundred and fifty yards of the raft, and hurl themselves the one upon the other, with a fury which prevents them from seeing us.
At three hundred yards from us the battle was fought. We could distinctly observe the two monsters engaged in deadly conflict. But it now seems to me as if the other animals were taking part in the fray—the porpoise, the whale, the lizard, the tortoise. Every moment I seem to see one or other of them. I point them to the Icelander. He shakes his head negatively.
„Tva,” says he.
„What two? Does he mean that there are only two animals?”
„He is right,” said my uncle, whose glass has never left his eye.
„Surely you must be mistaken,” I cried.
„No: the first of those monsters has a porpoise’s snout, a lizard’s head, a crocodile’s teeth; and hence our mistake. It is the ichthyosaurus (the fish lizard), the most terrible of the ancient monsters of the deep.”
„And the other?”
„The other is a plesiosaurus (almost lizard), a serpent, armoured with the carapace and the paddles of a turtle; he is the dreadful enemy of the other.”


3. And leaving Hans to his work we started off together. The space between the water and the foot of the cliffs was considerable. It took half an hour to bring us to the wall of rock. We trampled under our feet numberless shells of all the forms and sizes which existed in the earliest ages of the world. I also saw immense carapaces more than fifteen feet in diameter. They had been the coverings of those gigantic glyptodons or armadilloes of the pleiocene period, of which the modern tortoise is but a miniature representative.


Źródło: Slavek_8, Opracował: XYuriTT

The Moment of the Magician

Tytuł: The Moment of the Magician
Autor(zy): Alan Dean Foster
Rok wydania: 1984
Wydawnictwo: Phantasia Press

Dlaczego w bazie: Tak jak w poprzednich częściach serii Spellsinger, także czwarty tom ma scenki z żółwim magiem, Clothahumpem. Podobnie jak w tomie trzecim, pojawia się on jednak jedynie na początku, reszta książki skupia się na przygodach i wyprawie głównego bohatera, podczas gdy żółw został w domu. Poniżej kilka wybranych cytatów z interesujących nas fragmentów.

Pierwszy kawałek to ogólna charakterystyka Clothahumpa:

One who is wise beyond all others, knowledgeable beyond comprehending, stronger even, I think, than this Markus the Ineluctable… i hope. One who is brave, courageous, and bold, an inspiration to all other wizards. It is he whose help we must have: Clothahump of the Tree.”

Drugi to rozmowy o miłości:

„I don’t want your potions or prescriptions, Clothahump. I want your wise, sage advice.”
„Really? All right. Get a haircut.”
Jen-Tom moaned. His hair was only shoulderlength, „Not here too. Or do you have a prejudice against fur because you’ve none of your own?”
The turtle looked down at himself. „My, my, so you’ve noticed that, have you? I can’t imagine how one so observant hasn’t been able to win the undying affection of the woman he thinks loves him.”
„It’s not a question of 'winning,'” Jen-Tom muttered”This isn’t a war.”
„Isn’t it now? Dear me! Perhaps after your first two hundred years you’ll learn to adjust that view.”
„And don’t lay any of that 'venerable ancient’ shit on me, either! I want your advice, not your sarcasm.”
Clothahump peered over his glasses. „If you want to learn what love is all about, my boy, you’d better learn to handle sarcasm.”

Kolejny to złośliwości żółwia na temat nieudanego do końca czaru głównego bohatera:

Clothahump sighed, gave him a fatherly pat on the back. 'That’s all right, tad. We’re all a little overconfident now and again. You were right about one thing, though. If your ladylove were here, I’ve no doubt she’d be impressed with this little floral tribute of yours… if she wasn’t cut to ribbons first. I will say this for your spellsinging: you don’t seem able to do anything in a small way” At least a thousand blossoms of all shades and hues kept them imprisoned on the bed.

Clothahump wykręca się swą starością od udziału w wyprawie:

„What do you mean *our* supplies, my boy?”
Jon-Tom hailed in mid-stride. „Now, wait a minute.
What about all that business about your being 'courageous, brave, and bold’?”
„Dear me, is that what he said?” Clothahump was studying the ceiling. „I thought certain he said 'courageous, brave, and old.’ Because that is an accurate description. In any case, I’m certainly not about to leave my work here to embark on some long hike simply to salve the injured feelings of a deposed wizard. As 1 said, this hardly sounds to me like a crisis”
„No crisis, eh? Some evil sorcerer from another world throws a colleague of yours out of office and is scheming to take over an entire city with who-knowswhat eventual aims in mind, and you don’t call that a crisis?”
„It’s not my city, and I’m not the one who’s been deposed. As for Opiode the Sly’s being a colleague.

O wzruszającym ramionami żółwiu:

Clothahump shrugged beneath his shell. „It’s your neck, my boy. You choose your own companions.”

Refleksja Clothahumpa na temat swojego poczucia humoru:

„I do not play jokes,” declaimed Clothahump with dignity. „Such mundane exercises in plebeian amusement are beneath my stature.” He coughed lighdy. „I do admit to some slight subtle sense of humor, however. At my age you pass up no opportunity for some mild amusement.

Autor: XYuriTT