Przed i po dinozaurach

Tytuł: Przed i po dinozaurach
Autor(zy): Andrzej Trepka
Rok wydania: 1988
Ilość stron: 164
Wydawnictwo: Krajowa Agencja Wydawnicza

Dlaczego w bazie: Bardzo żółwia pozycja, książka mimo tytułu sugerującego raczej dinozauro-centryczną pozycję, przybliża nam właściwie wszystkie gady – najciekawszy z punktu widzenia turtledexa jest oczywiście rozdział „Starożytny ród żółwi” który jest im poświęcony, i z którego pochodzą wszystkie poniżej wybrane kawałki oraz grafika. Ale żółwie w samej książce są wielokrotnie wspominane także w innych miejscach, próba wypisania wszelkich wzmianek zaowocowałaby nieprzyzwoitej wręcz długości tekstem.

Przed około pięćdziesięciu laty wstrząsnęła Ameryką fala tajemniczych wyrafinowanych morderstw. Policja Stanów Zjednoczonych miała trudności ze znalezieniem ofiar, wiedziała tylko tyle, że zbrodniarz za każdym razem obciążone kamieniami zwłoki w worku spuszczał do jeziora. Śledztwo nie rozporządzało jednak dowodem winy, którym zgodnie z ówczesnym prawem amerykańskim jest ciało ofiary. Policjanci ustalili co prawda, w którym z jezior ukryto zwłoki, lecz poszukiwania w mulistym dnie i przy dużej głębokości nie dawały rezultatu. Pewnego dnia zgłosił się do szeryfa stary Indianin, proponując odnalezienie trupa kobiety zamordowanej przed kilkoma dniami. Oświadczył, że ofiarę wrzucono do pobliskiego jeziora i przedstawił się jako zaklinacz zmarłych, obiecując również w przyszłości wydobyć z wody każde pogrążone tam zwłoki. Zażądał jedynie, aby nikt mu nie towarzyszył przy „magicznej” robocie. Przed wieczorem Indianin zjawił się na posterunku policji z wyłowionym ciałem, podjął ustalone wynagrodzenie i odszedł. Zdarzenie wzbudziło wiele domysłów i komentarzy. Morderstwa powtórzyły się i za każdym razem ten sam tajemniczy Indianin w ciągu kilku godzin dostarczał zwłoki wydobyte z jeziora. Zawodowi detektywi, niezadowoleni z sukcesów niespodziewanego konkurenta, postanowili dociec, na czym polegają metody „zaklinania zmarłych”. Wtedy dopiero wyszło na jaw, że ciała zatopionych ofiar znajdował nie Indianin, lecz duży żółw jaszczurowaty (Chelydra serpentina). Jest to gad drapieżny, a zarazem padlinożerny. Stanowi jeden z nielicznych gatunków żółwi, które potrafią dotkliwie pokaleczyć człowieka. Bezzębny, jak wszystkie dzisiejsze żółwie, lecz uzbrojony w bardzo ostre szczęki, wyjątkowo agresywny, skoro tylko poczuje się zagrożony, nie usiłuje zbiec ani kryć się szczelnie w pancerzu. Wprost przeciwnie – dopada napastnika i kąsa zajadle. Schwytanego, wcale nieoswojonego żółwia Indianin wypuszczał z łodzi na długiej lince. Ten „pies tropowy głębokich jezior”, jak nazywają go krajowcy, kierował się w mętnej wodzie nie wzrokiem, lecz znakomitym węchem. Zapach rozkładających się zwłok podniecał jego apetyt.

Te wielkie gady – których oddzielne populacje, występujące jedynie na obszarze małych wysp oceanicznych, były szczególnie zagrożone z chwilą pojawienia się tam ludzi – zostały zdziesiątkowane, a niektóre formy całkowicie wytępione. Istnieje wiele gatunków mniejszych żółwi lądowych i słodkowodnych, których mięso i jaja stanowią ważną pozycję w jadłospisie miejscowej ludności. Zagraża to istnieniu licznych gatunków. Na szczęście wierzenia i tradycje raz po raz łagodzą to niebezpieczeństwo. Żółw świątynny (Hieremys annandalei) wziął nazwę stąd, że według wierzeń buddyjskich człowiek, który uratuje mu życie, zostanie obdarowany lepszym losem w następnym wcieleniu. Dlatego gad ten bywa pieczołowicie wyswobadzany z sieci rybackich, po czym wypuszcza się go w pobliżu specjalnych „żółwich świątyń” do strumieni lub bajorek. Najsłynniejsza z nich mieści się w Bangkoku; w otaczających ją potokach dorodne, półmetrowe żółwie świątynne stanowią dużą atrakcję turystyczną.

W czasach pokolumbijskich w obu Amerykach rozmaite żółwie lądowe i słodkowodne były tak pospolite, że ich mięso i jaja służyły za główny pokarm murzyńskim niewolnikom. W starożytności bywało odwrotnie: w Rzymie cezarów wprawdzie nie żółwiom, ale murenom, hodowanym w sadzawkach jako przysmak patrycjuszy, rzucano niewolników na pożarcie.

Te gady, istniejące przynajmniej 200 milionów lat, nigdy nie były zbyt liczne. A jednak przeżyły. Jak mędrzec rozmyślaniami odgrodzony o świata, tak żółw ukryty w swym pancerzu, ani inteligentny, ani zwinny, ani zbytnio napastliwy, przetrwał zgubę dinozaurów i wielu innych swoick krewniaków. Ten ociężały niezgrabiasz dotrwał do naszych czasów.

Nazwa żółwi skrytoszyjnych pochodzi stąd, że wsuwają głowę pod pancerz przez esowate zgięcie szyi w pozycji pionowej. Zgrupowane są w obrębie tego podrzędu niemal wszystkie żyjące żółwie – lądowe, bagienne, rzeczne i morskie. Najstarsze odkryte formy pochodzą z górnej jury. Żółwie bokoszyjne natomiast chowają głowę do pancerza, zginając szyję w płaszczyźnie poziomej ku bokowi ciała. Żyły już w górnej kredzie. Ten podrząd obejmuje dziś niewiele form słodkowodnych z półkuli południowej. Dawniej występowały na wszystkich kontynentach, lecz nigdy nie był liczne. Niektóre rodzaje istnieją już od 80 milionów lat. Należy do nich Podocnemis, który nie zmienił się od górnej kredy. Najpierw zamieszkiwał, Europę i obie Ameryki. Później spotykamy go w dolnym eocenie Anglii, w eocenie środkowym Peru, w oligocenie Bawarii, w miocenie wschodniej Afryki. Obecnie żyje głównie w Ameryce Południowej, jeden zaś gatunek na Madagaskarze.

Autor: XYuriTT

Dodaj do zakładek Link.

Komentarze są wyłączone.