Dinozauroid

Tytuł: Dinozauroid
Autor(zy): Jan Maszczyszyn
Rok wydania: 2023
Wydawnictwo: Stalker Books

Dlaczego w bazie: Żółwie elementy pojawiają się w tej książce w formie jednej z postaci, której imię to Amonis. Ma on bardzo żółwi wygląd co jest kilka razy wspominane i opisywane.

Ujrzeliśmy twarz pooraną nieziemskimi zmarszczkami, o rysach przypominających nieco fizjonomię żółwią, uzupełnioną animistyką ludzką, jakąś taką bliską sercu i powszechnie uznawaną za sympatyczną.

Dość powiedzieć, że po dniach czterdziestu od przybycia na planetkę, łajba nasza wreszcie się na falach zakołysała. Amonis pozwolił sobie wygłosić mowę, po czym nadał łodzi imię. Słowa sprzeciwu nie usłyszał, chociaż nie on był przecież odkrywcą zagubionej pirogi, tylko ja, niżej podpisany.
„Laeni”.
Słusznie wzięliśmy ten szczegół za przejaw jego egzaltowanego umiłowania płci pięknej. Najpewniej nosił w sercu wspomnienie najdroższej żółwicy; nieprzystępnej, zamkniętej, dumnej i jak to bywa u ziemskich odpowiedników gadów teg gatunku, gustującej we wściekłej żółci.

Dymis nie słuchał. Wpadł w amok. Walił, gdzie popadnie. Sam wrzeszczał jak opętany. Amonis jęczał. Organizm samoistnie uruchomił sekwencję ochrony życia. Skorupy zacisnęły się na torsie doktora. Jego głowa zapadła się raptem w ciele, a miejsce po niej przykryła lita, żółwia skorupa.

– Giń! – zaryczał Clarendon, dźgając znów bezgłowego Amonisa. – Giń! – Nożem do konserw spróbował oderwać z jego ciała chroniące czerep ukrytej czaszki maleńkie żółwie skorupy. Ciął, gdzie się dało, lecz natrafiał na oporny rwaniu surdut. – No giń wreszcie!

Źródło: Mossar, Opracował: XYuriTT

Harry Potter: Magiczny Almanach

Tytuł: Harry Potter: Magiczny Almanach
Tytuł oryginału: The Harry Potter Wizarding Almanac
Autor(zy): J.K. Rowling
Rok wydania: Scholastic Inc. (ENG), Media Rodzina (PL)
Wydawnictwo: 2023 (ENG), 2023 (PL)

Dlaczego w bazie: Żółwie pojawiają się w tej książce w formie pojedynczej wzmianki i obrazka w sekcji o transmutacji. Kawałek ten stanowi nawiązanie do wydarzeń z trzeciego tomu.

Rok trzeci
ZMIENIĆ DZBANEK DO HERBATY W ŻÓŁWIA BŁOTNEGO
UNIKAJ BŁEDÓW: Dzióbek zamiast ogoa, na skrupie niebieski chiński znaczek, zwierzę bardziej przypomina żółwia wodnego niż błotnego.1

1. Third year
TURN A TEAPOT INTO A TORTOISE
MISTAKES TO AVOID: A spout for a tail, a willow-paterned shell, a tortoise that looks more like a turtle


Źródło: Slavek_8, Opracował: XYuriTT

Smoki na zamku Ukruszon

Tytuł: Smoki na zamku Ukruszon
Tytuł oryginału: Dragons at Crumbling Castle: And Other Tales
Autor(zy): Terry Pratchett
Tłumaczenie: Maciej Szymański
Rok wydania: 2014 (ENG), 2014 (PL)
Wydawnictwo: Doubleday (ENG), Rebis (PL)

Dlaczego w bazie: Książka zbierająca wczesne opowowiadania autorstwa Terry’ego Pratchetta, nie jest to związane ze Światem Dysku, ale znalazło się tutaj jedno opowiadanie w całości o żółwiu. Wklejamy oczywiście tylko malutkie fragmenty a nie całe opowiadanie.

I właśnie spośród nich wybrałem teksty do niniejszego zbioru. Wystąpią w nich smoki i czarodzieje, radcy i burmistrzowie, żądny przygód żółw i potwór z jeziora, a także liczne spiczaste kapelusze oraz mniej liczne magiczne zaklęcia (z których tylko garstka działa tak, jak powinny).1

Był koniec marca – do kwietnia został może tydzień – gdy do szopy wdarł się aromat wiosny. Przemknął nad podłogą i znalazł drogę pod stertą starych pudeł, by zatrzymać się przy pokaźnej drewnianej skrzyni wypełnionej słomą. Pachniała jesienną trawą, a w jej wnętrzu coś się nagle poruszyło.
A raczej ktoś.
Nim Herkules się ocknął, śniły mu się pola sałaty skąpane w letnim słońcu. Teraz niespiesznie wysunął ze skorupy pomarszczoną głowę. Powąchał, ziewnął i spróbował zagrzebać się głębiej w słomie. Nie pomogło.
Znowu Wiosna, pomyślał. Bez Wątpienia. Spróbował obrócić głowę, by przyjrzeć się pancerzowi, albowiem na żółwiej skorupie przybywa co roku jeden pierścień. I owszem, był tam. Z nowym pierścieniem na pancerzu Herkules był gotów stawić czoło całemu światu.2

Herkules leżał sobie na trawie, rozciągając wszystkie cztery łapy.
Wielkie dłonie położyły przed nim kupkę liści sałaty, które żuł te raz w zamyśleniu. Zagadkowa kraina za szopą często mu się śniła podczas długiego zimowego snu.
Ciekawe, Co Jest Dalej, myślał, jak to miał w zwyczaju, wielkimi literami. Może Sałata? A Może Nawet Jaskry? W skrytości ducha wiedział jednak, że wcale nie o jaskry tu chodzi, ale o to, by wreszcie wyprawić się za szopę i przekonać, co się tam znajduje. Ale nie nazywał tego w myślach ucieczką z ogrodu.
Tylko ludzie tak sądzili, gdy znajdowali go poza trawnikiem.3

Nieco większa istota teraz dopiero odkleiła się od sterty kamieni. Była to ropucha, Stara Matka Greengroan we własnej osobie.
– Co to jest? – spytała, przyglądając się Herkulesowi.
– To… to żółw, proszę pani – odpowiedział jej Łupina.
– I to bardzo dzielny – zauważyła ropucha. – Ale po co tu przyszedł?
– Chciałem Zobaczyć, Jaki jest Świat – odparł Herkules.
– To nie miejsce dla żółwi – powiedziała Stara Matka Greengroan – ale skoro zabiłeś żmiję, możesz zostać, jeśli chcesz. Miejsca mamy tu dosyć, o wiele więcej niż w ogrodzie. Wiele też się tu dzieje i niewykluczone, że spotkasz więcej żmij.4

1. The stories in this collection are a selection of those. There are dragons and wizards, councillors and mayors, an adventurous tortoise and a monster in a lake, along with plenty of pointy hats and a few magic spells (a few of which actually do what they are supposed to).


2. It was the end of March – in fact about quarter to April – when the smell of spring broke into the shed. It drifted across the floor, found its way under a pile of old packing cases, and stopped at a large wooden box. The box smelled of autumn straw and deep in the heart of it something began to stir.
Or rather, someone.
Hercules awoke from dreams of lettuce fields under a midsummer sun. Slowly his wrinkled head poked out of his shell. He sniffed, and yawned, and tried to wriggle deeper into the straw. But it was no use.
Spring again, he thought. Without a doubt. And he tried to get his head round so that he could see his shell, because tortoises have rings on their shells and grow one for every year. Yes, there it was, the new ring, and Hercules felt ready to face the outside world.


3. Hercules lay on the lawn and stretched his legs. The hands put a small heap of lettuce leaves in front of him, and he chewed them thoughtfully. The land beyond the shed had occupied his dreams during the long winter sleep.
I Wonder What Lies Beyond, he mused, thinking as he often did – in capital letters. There Might be Lettuce. Or Even Buttercups. But secretly he knew that it was not buttercups he was after – he really wanted to travel beyond the shed to see what lay on the other side. He didn’t think of it as escaping from the garden.
But the people did, when they found him gone from the lawn.


4. A larger shadow detached itself from the rocks. It was Old Mother Greengroan the toad.
‘What is this?’ she asked, staring at Hercules.
‘He’s – he’s a tortoise, madam,’ said Pod.
‘A very brave one,’ said the toad. ‘But why is he here?’
‘I Wanted to See What the World was Like,’ said Hercules.
‘It’s no place for tortoises,’ said Old Mother Greengroan, ‘but you killed the adder, so you can stay if you wish. It’s a big place, bigger than a garden, and a lot happens, and there might be other adders.’


Autor: XYuriTT

Mroczna Wieża VI: Pieśń Susannah

Tytuł: Mroczna Wieża VI: Pieśń Susannah
Tytuł oryginału: The Dark Tower VI: Song of Susannah
Autor(zy): Stephen King
Tłumaczenie: Krzysztof Sokołowski
Rok wydania: 2004 (ENG), 2005 (PL)
Wydawnictwo: Donald M. Grant (ENG), Albatros (PL)

Dlaczego w bazie: Kolejny, szósty tom serii Mroczna Wieża, z mega sporą ilością żółwich fragmentów! Tym razem prezentujemy więc nie wszystkie a jedynie część fragmentów w których są żółwie wzmianki – i tak wyszło tego bardzo dużo! Właściwie wszystkie fragmenty kręcą się w ten czy inny sposób wokół Maturina, jest też nawiązanie do Żółwi aż do końca.

Eddie?
– Jesteśmy na ścieżce Niedźwiedzia, drodze Żółwia – powiedział Eddie obojętnie. – Nie mam pojęcia, jakie może to mieć znaczenie, skoro idziemy tylko do Mrocznej Wieży, ale po drugiej stronie jest to ścieżka Żółwia, droga Niedźwiedzia. – I wyrecytował:
Spójrzcie na żółwia o ogromnej skorupie!
Co na swych plecach całą Ziemię niesie.
Choć myśli wolno, lecz zawsze rozważnie
I każdego z nas swym umysłem sięgnie
Rosalita uśmiechnęła się
I zna prawdę, lecz pomóc nie jest w stanie
W nim obowiązek i miłość złożone,
Kocha ziemię, kocha morze,
Kocha też ciebie, niebożę.
– Nie całkiem tego nauczyłem się w kołysce, a potem uczyłem przyjaciół, ale blisko, bardzo blisko. Stawiam na to zegarek i ostrogi.
– Wielki Żółw nazywa się Maturin. – Jake wzruszył ramionami. – Jeśli ma to jakieś znaczenie.1

Była tam fontanna, a obok niej metalowa rzeźba, przedstawiająca żółwia o mokrej od wodnej mgiełki, lśniącej skorupie. Ale Trudy Damascus nie obchodziła ani fontanna, ani żółw. Najważniejsze, że w pobliżu stała ławka.
Znów pojawił się napis IDŹ. Trudy potruchtała przez ulicę tak ociężale, jakby miała nie trzydzieści osiem, ale osiemdziesiąt trzy lata. Usiadła ciężko. Oddychała powoli i głęboko i po jakichś trzech minutach poczuła się odrobinę lepiej.
Obok ławki stał kosz z troskliwie wykaligrafowanym napisem: TO WŁAŚCIWE MIEJSCE NA ŚMIECI. Poniżej, czerwonym sprejem, ktoś wypisał niezwykłe graffiti: SPÓJRZ NA ŻÓŁWIA O OGROMNEJ SKORUPIE. Trudy widziała żółwia, ale nie poświęciła uwagi jego skorupie, wręcz przeciwnie, na oko zwierzę wydało się jej raczej skromne. Oprócz niego dostrzegła coś jeszcze: egzemplarz „New York Timesa”, zwinięty w rurkę tak, jak zawsze zwijała swój, gdy chciała cieszyć się nim odrobinę dłużej i miała przy sobie jakąś torbę.
Oczywiście gdzieś tu, w najbliższej okolicy, znalazłoby się pewnie z milion egzemplarzy „Timesa”, ale ten był jej.
Wiedziała o tym, nim rozwinęła go i na wszelki wypadek sprawdziła krzyżówkę, którą prawie rozwiązała podczas lunchu, piórem z charakterystycznym, liliowym atramentem.
Wyrzuciła gazetę do kosza, gdzie było zresztą jej miejsce.
Przez Drugą Aleję spojrzała tam, gdzie tak drastycznie zmieniło się jej pojęcie o funkcjonowaniu świata. Drastycznie i zapewne na zawsze.
Zabrała mi buty. Przeszła przez ulicę, usiadła przy żółwiu i włożyła je. Zatrzymała torbę, ale wyrzuciła gazetę. Na cóż jej była torba? Przecież nie miała butów, które mogłaby do niej schować.2

Niedaleko ulicy, przy fontannie i metalowej rzeźbie żółwia stała ławka. Na widok żółwia Susannah poczuła ulgę; było tak, jakby sam Roland zostawił jej ten znak, sigul w jego mowie.3

Susannah wyjęła z kieszeni małą figurkę żółwia, wyrzeźbioną w kości. Może nawet była to kość słoniowa, w każdym razie wyglądała podobnie. Każda płytka skorupy przedstawiona była szczegółowo i wyraźnie, choć samą skorupę szpeciła rysa do złudzenia przypominająca znak zapytania.
Żółw wysuwał łebek spod skorupy. Oczy miał czarne, zrobione z czegoś podobnego do smoły, wręcz nieprawdopodobnie żywe.
Susannah dostrzegła jeszcze jedną skazę figurki: nie rysę, lecz pęknięcie.
– Jest taka stara – powiedziała szeptem. – Taka nieprawdopodobnie stara.
Tak, przytaknęła Mia.
Susannah trzymała w ręku figurkę żółwia… i czuła się wręcz wspaniale. Miała wrażenie, że w jakiś sposób jest bezpieczna. Spójrzcie na żółwia, pomyślała. Spójrzcie na żółwia o ogromnej skorupie… Tak to przecież brzmiało, prawda? Może nie trafiła w dziesiątkę, ale w każdym razie blisko. Oczywiście szli do Wieży ścieżką Promienia. Po jednej stronie niedźwiedź – Shardik. Po drugiej stronie żółw – Maturin.
Przeniosła wzrok z maleńkiego totemu, który znalazła w kieszonce torby, na większy, stojący przy fontannie. Oprócz różnicy materiału – ten większy zrobiony był z jakiegoś metalu, tu i ówdzie błyszczał też jasną miedzią – – oba były identyczne aż do najmniejszych szczegółów: zadrapania na grzebiecie i maleńkiego trójkątnego pęknięcia na pysku. Przez chwilę nie mogła oddychać, nawet serce przestało jej bić. Do tej pory to, co się działo z nią i wokół niej, przeżywała jako przygodę po przygodzie, czasami nawet dzień po dniu, nie myśląc, poddając się wydarzeniom i woli tego, co Roland nazywał ka. Lecz czasami zdarzało się coś takiego jak dziś i zza codziennych wydarzeń wyłaniała się idea, fragment całości, oszałamiający swą wielkością i wspaniałością. Dopiero wówczas wyczuwało się działanie sił tak wielkich, że wręcz nie do pojęcia. Niektóre, jak kula w pudełku z widmowego drzewa, były niewątpliwie złe. Ale ta… ta…
– Och! – powiedział ktoś. Nie, nie powiedział. Bardziej przypominało to westchnienie.
Podniosła wzrok. Przed ławką zatrzymał się biznesmen, który, sądząc po garniturze, odniósł niekłamany sukces.
Przechodził przez skwer, zapewne śpiesząc na jakieś spotkanie lub konferencję, sprawy równie ważne jak on sam, odbywające się, być może, aż w gmachu Narodów Zjednoczonych, stojącym niedaleko stąd (chyba że i to się zmieniło). Ale pan biznesmen już się nie śpieszył. W prawej ręce trzymał drogą teczkę. Oczy otworzył szeroko, nie był w stanie oderwać ich od żółwia w dłoni Susannah-Mii. Uśmiechał się szerokim, raczej głupawym uśmiechem.
Schowaj żółwia! – krzyknęła przerażona Mia. Bo go ukradnie.
Niech spróbuje. O niczym innym nie marzę, odparła Detta
Walker spokojnym, nawet rozbawionym głosem. Wyszło słońce i nagle Susannah uświadomiła sobie, duszą, ciałem i umysłem, że dzień jest piękny. Wręcz wspaniały. Wyjątkowy.
– Piękny, wspaniały, wręcz wyjątkowy – powiedział biznesmen (a może raczej dyplomata?), który zdążył już zupełnie zapomnieć o tym, że gdzieś się śpieszył. Czy mówił o dniu, czy może o maleńkim żółwiu?
I o tym, i o tym, pomyślała Susannah. Nagle uświadomiła sobie, że rozumie, o tak, rozumie. Jake też by zrozumiał, nikt nie pojąłby lepiej i szybciej od niego. Roześmiała się. Detta i Mia także się śmiały, choć Mia jakby wbrew własnej woli.
Biznesmen, czy też może dyplomata, także się roześmiał.
– Jasne, o tym i o tym – powiedział. Mówił z lekkim skandynawskim akcentem, „tym” brzmiało trochę jak „dym”. – Ma pani takiego ślicznego żółwia.
Ma bani dakiego źlicznego żółwia.
Rzeczywiście, był śliczny. Prawdziwy mały skarb. A kiedyś, wcale nie tak dawno temu, Jake Chambers znalazł coś zdumiewająco podobnego. W księgarni Calvina Towera kupił książkę Beryl Evans: Charlie Puf-Puf. Dlaczego? Dlatego, że książka go wezwała. Później, tuż przed tym, gdy jego ka-tet przybyło do Calla Bryn Sturgis, nazwisko autorki książki zmieniło się i brzmiało Claudia y Inez Bachman, co uczyniło z niej członka stale rosnącego Ka-Tet Dziewiętnastki. Jake wsunął w tę książkę klucz, a w Świecie Pośrednim Eddie wyrzeźbił jego duplikat. Klucz Jake’a fascynował ludzi, którzy go zobaczyli, a także czynił ich wyjątkowo podatnymi na sugestię. I klucz, i żółw mieli swoje odpowiedniki w innym świecie; przy takim bliźniaku siedziała w tej chwili. Pozostawało jeszcze pytanie:
Czy żółw jest zbliżony do klucza także pod innymi względami?
Biorąc pod uwagę to, jak przyglądał mu się skandynawski biznesmen, Susannah była niemal pewna, że odpowiedź na to pytanie brzmi „tak”. Pomyślała nawet: Tak to tak, i tak nie dorówna, nie martw się dziewczyno, przecież masz żółwia.
Wierszyk był tak głupi, że omal nie wybuchła głośnym śmiechem.
Pozwól, że ja to załatwię, zwróciła się do Mii.
Co załatwisz? Nie rozumiem.
Wiem, że nie rozumiesz. I dlatego to moja sprawa. Zgoda? Nie czekała na odpowiedź. Spojrzała na biznesmena, uśmiechnęła się promiennie i wyciągnęła dłoń tak, by mógł dobrze przyjrzeć się figurce. Kilkakrotnie przesunęła nią w prawo i w lewo, obserwując, jak wodzi za nią wzrokiem, choć jego głowa z imponującą grzywą siwych włosów ani drgnęła.
– Jak się nazywasz, sai? – spytała Susannah.
– Mathiessen van Wyck – odparł mężczyzna. Wciąż wodził spojrzeniem za poruszającą się powoli dłonią. Nie potrafił oderwać wzroku od żółwia. – Jestem drugim asystentem ambasadora Szwecji przy Organizacji Narodów Zjednoczonych.
Moja żona wzięła sobie kochanka. To wielka przykrość. Kłopoty z żołądkiem; herbatka, którą poleciła mi hotelowa masażystka, dokonała cudów, znów mam regularne wypróżnienia. Sprawia mi to wielką przyjemność. – Mężczyzna przerwał, a potem dodał: – Pani sköldpadda sprawia mi wielką przyjemność.4

– Zajmuję bardzo odpowiedzialne stanowisko. – Mats stał nieruchomo. Cały czas śledził wzrokiem poruszenia trzymającej żółwia dłoni. – Spotykam się z bardzo ważnymi ludźmi. Chodzę na koktajle, na których piękne kobiety noszą krótkie czarne spódniczki…
– To z pewnością bardzo podniecające, Mats. Ale ja pragnę, żebyś zamknął gębę i otwierał ją tylko wówczas, gdy zadaję ci bezpośrednie pytanie. Zrobisz to dla mnie?
Mats natychmiast zamknął gębę, uczynił nawet krótki, komiczny gest, jakby zapinał ekler. Ale patrzył tylko i wyłącznie na żółwia.
– Wspomniałeś o hotelu. Czy mieszkasz w hotelu?
– Tak. Mieszkam w Plaza-Park Hyatt, na rogu Pierwszej i Czterdziestej Szóstej. Wkrótce dostanę luksusowe mieszkanie…
– Mats uświadomił sobie, że znów mówi za wiele. Umilkł natychmiast.
Tymczasem Susannah próbowała coś wymyślić, i to jak najszybciej. Żółwia trzymała na wysokości piersi, żeby jej nowy przyjaciel mógł go sobie oglądać bez przeszkód.5

A może powinienem go zabrać? – powiedział z zastanowieniem. – Może należy się mnie?
Tylko spróbuj, białasie, pomyślała Detta, ale Susannah, która czuła, że przejmuje dowodzenie nad tą swoją niesamowitą trójką, uciszyła ją. Na razie.
– Dlaczego to powiedziałeś, przyjacielu? – spytała. – Powiedz mi, błagam.
Mężczyzna wciąż się jej przyglądał – jego spojrzenie nie zmieniło się ani na jotę. Zdawał się mówić „nie oszukuj oszusta”, przynajmniej Susannah tak to odczytała.
– Mats, Maturin – powiedział. – Maturin, Mats. Teraz rozumiesz?
Zrozumiała. Już miała wyjaśnić mu, że to tylko przypadek, ale powstrzymała się w ostatniej chwili. Calla. Callahan.
– Rozumiem – przyznała. – Ale sköldpadda nie jest twój. Mój też nie, jeśli już o to chodzi.
– W takim razie czyj? – spytał błagalnie Mats. Zabrzmiało to: W takim razie czuj?
Nim świadoma część umysłu zdążyła ją powstrzymać, a przynajmniej ocenzurować jej słowa, Susannah wypowiedziała prawdę, którą poznała jej dusza i serce.
– Żółw jest własnością Wieży, sai. Mrocznej Wieży. I zwrócę go jej, jeśli taka będzie wola ka.
– Niech bogowie będą z tobą, sai.
– I z tobą, Mats. Długich dni i przyjemnych nocy.
Susannah odprowadziła wzrokiem odchodzącego szwedzkiego dyplomatę, a potem spojrzała na maleńkiego kościanego żółwia i stwierdziła szczerze:
– Zdumiewające to za mało powiedziane, Mats, stary przyjacielu.
Mia nie interesowała się żółwiem. Jej umysł absorbowała tylko jedna myśl:
Ten hotel. Czy znajdziemy tam tele… fon?6

– Ależ oczywiście… tak jest, sai. Używa się go zarówno w windzie, jak i do otwierania drzwi do pokoju. Trzeba go włożyć do szczeliny tą stroną, którą wskazuje strzałka. I szybko wyjąć.
Kiedy lampka na drzwiach zaświeci się na zielono, można wyjść. W kasie jest ponad osiem tysięcy dolarów gotówką. Dam ci wszystkie za tę śliczną figurkę, za żółwia, za sköldpadda, za tortuga, za kawit, za…
– Nie – przerwała jej Susannah i znów się zachwiała. Kurczowo chwyciła krawędź recepcyjnej lady. – Idę na górę. – Początkowo miała zamiar wstąpić do hotelowego sklepu i kupić sobie czystą bluzkę, jeśli w ogóle sprzedawali tam bluzki, ale zakupy będą musiały poczekać. Wszystko będzie musiało poczekać.
– Tak jest, sai. – „Proszę pani” znikło, jakby go nigdy nie było.
Żółw działał bezbłędnie. Żółw zacierał granice między światami.
– Nigdy mnie pani nie widziała, dobrze?
– Oczywiście, sai. Czy mam zablokować połączenia telefoniczne?
Mia znów zaczęła hałasować. Susannah nie zwróciła na to najmniejszej uwagi.
– Nie, proszę tego nie robić. Ktoś ma do mnie dzwonić.
– Skoro tego sobie życzysz, sai! – Wzrok utkwiony w żółwiu. Zawsze, zawsze, utkwiony w żółwiu. Przez cały czas. Nieprzerwanie. – Życzę miłego pobytu w Plaza-Park. Czy mam poprosić służbę, by pomogła pani wnieść torby? Czy ja wyglądam na kogoś, komu trzeba pomóc wnieść trzy głupie torby? – pomyślała Detta. Susannah potrząsnęła przecząco głową.
– Doskonale.
Odchodziła już, lecz następne słowa recepcjonistki sprawiły, że stanęła jak wryta.
– Wkrótce przybędzie Król, który patrzy Okiem. Zaskoczyło ją to, niemal wywołało szok. Czuła, jak na jej ramionach pojawia się gęsia skórka. Ale twarz ślicznej recepcjonistki pozostała spokojna. Czarne oczy wpatrzone w kościanego żółwia. Rozchylone wargi, wilgotne już nie tylko od szminki, lecz także od śliny. Jeśli zostanę tu choć chwilę dłużej, pomyślała Susannah, ślina pocieknie jej po brodzie.7

Gdybyś przeszła wzdłuż niego za Wieżę, stałby się Promieniem Maturina, wielkiego żółwia, na którego skorupie spoczywa świat. Istnieje również sześć głównych demonów, po jednym na każdy Promień. Poniżej jest cały wielki, niewidzialny świat istot wyrzuconych na brzeg, kiedy cofał się Prim. Są mówiące demony, demony domów, nazywane przez niektórych duchami, demony chore, które twórcy maszyn i wierni fałszywego boga zwanego rozumem nazywają zarazami.
Jest wiele pomniejszych demonów, ale tylko sześć głównych. Istnieje jednak dwanaście aspektów tych sześciu… dwunastu Strażników. Albowiem każdy z nich jest jednocześnie mężczyzną i kobietą.8

– Wieje wiatr – powiedział.
– Przewiał świat i pognał dalej – dokończył Roland. – Czy to zamierzałeś powiedzieć?
– Ano. I świat wpadłby w otchłań, gdyby nie wielki żółw. Nie wpadł, bo zatrzymał się na jego skorupie.
– Tak nam mówiono, a my mówimy „dzięki”. Zacznij od homarokoszmarów odgryzających mi palce.
– To-to-tak, tak-da-kalce, pieprzone homary odgryzły mi palce. – I King roześmiał się głośno, radośnie.
– Tak.9

– Oczekuj pieśni Żółwia, ryku Niedźwiedzia.
– Pieśni Żółwia, ryku Niedźwiedzia. Maturin z powieści Patricka O’Briana, Shardik z powieści Richarda Adamsa.
– Oczywiście. Skoro tak twierdzisz.
– Strażnicy Promienia.
– Tak.
– Mojego Promienia.
Roland przyglądał mu się z napięciem.
– Tak twierdzisz?
– Ano.
– Niech więc tak będzie. Kiedy usłyszysz pieśń Żółwia, ryk Niedźwiedzia, zaczniesz pisać.
– Gdy otwieram oczy na twój świat, on mnie widzi. – Chwila milczenia. – To mnie widzi.
– Wiem. Spróbujemy cię wówczas ochronić, tak jak chronimy różę.
Stephen King uśmiechnął się promiennie.
– Kocham różę – powiedział po prostu.
– A widziałeś ją? – spytał Eddie.
– Widziałem. Widziałem w Nowym Jorku. Mały kawałek drogi ulicą od hotelu U.N. Plaza. Kiedyś był tam sklep. Delikatesy. Tom i Jerry. W zaułku. Pozostała po nich pusta działka.
– Będziesz opowiadał tę historię, póki się nie zmęczysz – mówił dalej Roland. – A kiedy nie będziesz już w stanie jej opowiadać, kiedy śpiew Żółwia i ryk Niedźwiedzia słabo zabrzmią ci w uszach, wówczas odpoczniesz. Lecz znów je usłyszysz i…
– Rolandzie?
– Sai King?
– Zrobię, co mówisz. Wsłucham się w pieśń Żółwia i kiedy ją usłyszę, dalej będę opowiadał mą opowieść. Jeśli dożyję. Ale ty też musisz słuchać. Musisz słuchać jej pieśni.10

Podniósł kościanego żółwia do oczu, wskazującym palcem przesunął po przypominającej znak zapytania rysie na skorupie.
– Jaki piękny – westchnął. – To Żółw Maturin. Maturin, prawda?
– Nie wiem – przyznał chłopiec. – Prawdopodobnie. Ona nazywa go sköldpadda. Ten żółw może nam pomóc, ale nie zabije bandytów, którzy tam na nas czekają. – Gestem głowy wskazał Dixie Pig. – Tego tylko my możemy dokonać. Jesteś gotów, Pere?
– Och, tak. – Callahan schował żółwia… sköldpadda… do kieszeni na piersiach. – Będę strzelał, póki nie skończą się kule albo póki nie padnę. Jeśli skończą się kule, a ja będę żył, będę walił kolbą.11

18 listopada 1984
Tej nocy miałem sen, który – jak sądzę – przełamie twórczy kryzys z To! Powiedzmy, że istnieje coś w rodzaju Promienia utrzymującego w miejscu Ziemię (albo nawet wiele różnych Ziem?). I że generator Promienia spoczywa na grzbiecie żółwia? Mógłbym umieścić coś takiego w najważniejszym punkcie książki. Wygląda to na pomysł szaleńca, ale czytałem przecież kiedyś, że w mitologii hinduskiej to wielki żółw niesie nas wszystkich na swej skorupie i że służy on Gan, twórczej sile wszechświata. Pamiętam także taki dowcip: „Pewna starsza pani mówi do wybitnego naukowca:
– Cała ta ewolucja materii jest śmieszna. Przecież wszyscy wiedzą, że to żółw podpiera wszechświat. Na to naukowiec (nie pamiętam jego nazwiska, a bardzo bym chciał) odpowiada:
– To oczywiście możliwe, szanowna pani, ale kto podpiera żółwia?
Kobieta śmieje się kpiąco.
– Och, tak łatwo mnie pan nie zaskoczy. Żółwie… aż do samego dołu”.
Ha! Zastanówcie się nad tym, wy wszyscy racjonaliści. W każdym razie trzymam przy łóżku notes, w którym zapisuję sny i elementy snów, nawet nie do końca się z nich budząc. Nad ranem zapisałem: „Pamiętaj o Żółwiu!”, i jeszcze to: „Spójrzcie na żółwia o ogromnej skorupie! Co na swych plecach całą Ziemię niesie. Choć myśli wolno, lecz zawsze rozważnie i każdego z nas swym umysłem sięgnie”. Nie jest to wielka poezja, przyznaję, ale i tak nieźle jak na faceta, który ocknął się najwyżej w jednej czwartej. Tabby napadła na mnie, ponieważ znów za dużo piję. Chyba ma rację, ale…12

1. ”We’re on the Path of the Bear, Way of the Turtle,” Eddie said absently.
”I don’t know why it would ever matter, since the Tower’s as far as we’re going, but on the other side it’s the Path of the Turtle, Way of the Bear.” And he recited:
”See the TURTLE of enormous girth!
On his shell he holds the earth,
His thought is slow but always kind;
He holds us all within his mind.”
At this point, Rosalita took up the verse
”On his back the truth is carried,
And there are love and duty married.
He loves the earth and loves the sea,
And even loves a child like me. ”
”Not quite the way I learned it in my cradle and taught it to my friends,” Roland said, ”but close enough, by watch and by warrant.”
”The Great Turtle’s name is Maturin,” Jake said, and shrugged. ”If it matters.”


2. In it was a fountain; nearby was a metal sculpture of a turtle, its shell gleaming wetly in the fountain’s spray. She cared nothing for fountains or sculptures, but there was also a bench. WALK had come around again. Trudy tottered across Second Avenue, like a woman of eighty-three instead of thirty-eight, and sat down. She began to take long, slow breaths, and after three minutes or so felt a little better.
Beside the bench was a trash receptacle with KEEP LITTER IN ITS PLACE stenciled on the side. Below this, in pink spray-paint, was an odd little graffito: See the TURTLE of enormous girth. Trudy saw the turtle, but didn’t think much of its girth; the sculpture was quite modest. She saw something else, as well: a copy of the New York Times, rolled up as she always rolled hers, if she wanted to keep it a little longer and happened to have a bag to stow it in. Of course there were probably at least a million copies of that day’s Times floating around Manhattan, but this one was hers.
She knew it even before fishing it out of the litter basket and verifying what she knew by turning to the crossword, which she’d mostly completed over lunch, in her distinctive lilac-colored ink.
She returned it to the litter basket and looked across Second Avenue to the place where her idea of how things worked had changed. Maybe forever.
Took my shoes. Crossed the street and sat here by the turtle and put them on. Kept my bag but dumped the Times. Why’d she want my bag? She didn’t have any shoes of her own to put in it.


3. On the far side was a bench beside a fountain and a metal sculpture. Seeing the turtle comforted Susannah a little; it was as if Roland had left her this sign, what the gunslinger himself would have called a sigul.


4. She reached in and brought out not a stone but a small scrimshaw turtle. Made of ivory, from the look of it. Each detail of the shell was tiny and precisely executed, although it had been marred by one tiny scratch that looked almost like a question-mark. The turtle’s head poked halfway out. Its eyes were tiny black dots of some tarry stuff, and looked incredibly alive. She saw another small imperfection in the turtle’s beak — not a scratch but a crack.
”It’s old,” she whispered aloud. ”So old.”
Yes, Mia whispered back.
Holding it made Susannah feel incredibly good. It made her feel safe, somehow.
See the Turtle, she thought. See the Turtle of enormous girth, on his shell he holds the earth. Was that how it went? She thought it was at least close. And of course that was the Beam they had been following to the Tower. The Bear at one end — Shardik. The Turtle at the other — Maturin.
She looked from the tiny totem she’d found in the lining of the bag to the one beside the fountain. Barring the difference in materials — the one beside her bench was made of dark metal with brighter coppery glints — they were exactly the same, right down to the scratch on the shell and the tiny wedge-shaped break in the beak. For a moment her breath stopped, and her heart seemed to stop, also. She went along from moment to moment through this adventure — sometimes even from day to day — without thinking much but simply driven by events and what Roland insisted was ka. Then something like this would happen, and she would for a moment glimpse a far bigger picture, one that immobilized her with awe and wonder. She sensed forces beyond her ability to comprehend. Some, like the ball in the ghostwood box, were evil. But this . . . this . . .
”Wow,” someone said. Almost sighed.
She looked up and saw a businessman — a very successful one, from the look of his suit — standing there by the bench. He’d been cutting through the park, probably on his way to someplace as important as he was, some sort of meeting or a conference, maybe even at the United Nations, which was close by (unless that had changed, too). Now, however, he had come to a dead stop. His expensive briefcase dangled from his right hand.
His eyes were large and fixed on the turtle in Susannah-Mia’s hand. On his face was a large and rather dopey grin. Put it away!’ Mia cried, alarmed. He’ll steal it! Like to see him try, Detta Walker replied. Her voice was relaxed and rather amused. The sun was out and she — all parts of she — suddenly realized that, all else aside, this day was beautiful. And precious. And gorgeous.
”Precious and beautiful and gorgeous,” said the businessman (or perhaps he was a diplomat), who had forgotten all about his business. Was it the day he was talking about, or the scrimshaw turtle? It’s both, Susannah thought. And suddenly she thought she understood this. Jake would have understood, too — no one better! She laughed. Inside her, Detta and Mia also laughed, Mia a bit against her will. And the businessman or diplomat, he laughed, too.
”Yah, it’s both,” the businessman said. In his faint Scandinavian accent, both came out boad. ”What a lovely thing you have!” Whad a loffly thing! Yes, it was lovely. A lovely little treasure. And once upon a time, not so long ago, Jake Chambers had found something queerly similar. In CalvinTower’s bookshop, Jake had bought a book called Charlie the Choo- Choo, by Beryl Evans. Why? Because it had called to him. Later — shortly before Roland’s ka-tet had come to Calla Bryn Sturgis, in fact — the author’s name had changed to Claudia y Inez Bachman, making her a member of the ever-expanding Ka-Tet of Nineteen. Jake had slipped a key into that book, and Eddie had whittled a double of it in Mid-World. Jake’s version of the key had both fascinated the folks who saw it and made them extremely suggestible. Like Jake’s key, the scrimshaw turtle had its double; she was sitting beside it. The question was if the turtle was like Jake’s key in other ways.
Judging from the fascinated way the Scandinavian businessman was looking at it, Susannah was pretty sure the answer was yes. She thought, Dad-a-chuck, dad-a-churtle, don’t worry, girl, you got the turtle! It was such a silly rhyme she almost laughed out loud. To Mia she said, Let me handle this.
Handle what? I don’t understand —
I know you don’t. So let me handle it. Agreed?
She didn’t wait for Mia’s reply. She turned back to the businessman, smiling brightly, holding the turtle up where he could see it. She floated it from right to left and noted the way his eyes followed it, although his head, with its impressive mane of white hair, never moved.
”What’s your name, sai?” Susannah asked.
”Mathiessen van Wyck,” he said. His eyes rolled slowly in their sockets, watching the turtle. ”I am second assistant to the Swedish Ambassador to the United Nations. My wife has taken a lover. This makes me sad. My bowels are regular once again, the tea the hotel masseuse recommended worked for me, and this makes me happy.” A pause. Then: 'Your skölpadda makes me happy.”


5. ”I have quite an important position,” Mats said. His eyes never left the turtle. ”I am meeting many important peoples. I am going to cocktail parties where good-looking women are wearing 'the little black dress.’ ”
”That must be quite a thrill for you. Mats, I want you to shut your trap and only open it to speak when I ask you a direct question. Will you do that?”
Mats closed his mouth. He even made a comical little zipping gesture across his lips, but his eyes never left the turtle.
”You mentioned a hotel. Do you stay at a hotel?”
”Yah, I am staying at the New York Plaza-Park Hyatt, at the corner of First and Forty-sixth. Soon I am getting the condominium apartment — ”
Mats seemed to realize he was saying too much again and shut his mouth.
Susannah thought furiously, holding the turtle in front of her breasts where her new friend could see it very well.


6. He started away, then paused and looked back at her. Although his cheeks were wet, his expression was pixie-ish, a trifle sly. ”Perhaps I should take it,” he said. ”Perhaps it is mine by right.”
Like to see you try, honky was Detta’s thought, but Susannah — who felt more and more in charge of this wacky triad, at least for the time being — shushed her. ”Why would you say that, my friend? Tell, I beg.”
The sly look remained. Don’t kid a kidder, it said. That was what it looked like to Susannah, anyway. ”Mats, Maturin,” he said. ”Maturin, Mats. You see?”
Susannah did. She started to tell him it was just a coincidence and then thought: Calla, Callahan.
”I see,” she said, ”but the skölpadda isn’t yours. Nor mine, either.”
”Then whose?” Plaintive. Den hoose? it sounded like. And before her conscious mind could stop her (or at least censor her), Susannah spoke the truth her heart and soul knew: ”It belongs to the Tower, sai. The DarkTower. And it’s to there I’ll return it, ka willing.”
”Gods be with you, lady-sai.”
”And you, Mats. Long days and pleasant nights.”
She watched the Swedish diplomat walk away, then looked down at the scrimshaw turtle and said, ”That was pretty amazing, Mats old buddy.”
Mia had no interest in the turtle; she had but a single object. This hotel, she said. Will there be a telephone?


7. ”Why — yes, sai. You use it in the elevator as well as to open your room. Just push it into the slot in the direction the arrows point. Remove it briskly. When the light on the door turns green, you may enter. I have slightly over eight thousand dollars in my cash drawer. I’ll give it all to you for your pretty thing, your turtle, your skölpadda, your tortuga, your kavvit, your — ”
”No,” Susannah said, and staggered again. She clutched the edge of the desk. Her equilibrium was shot. ”I’m going upstairs now.” She’d meant to visit the gift shop first and spend some of Mats’s dough on a clean shirt, if they carried such things, but that would have to wait. Everything would have to wait.
”Yes, sai.” No more ma’am, not now. The turtle was working on her. Sanding away the gap between the worlds.
”You just forget you saw me, all right?”
”Yes, sai. Shall I put a do-not-disturb on the phone?”
Mia clamored. Susannah didn’t even bother paying attention. ”No, don’t do that. I’m expecting a call.”
”As you like, sai.” Eyes on the turtle. Ever on the turtle. ”Enjoy the Plaza-Park. Would you like a bellman to assist you with your bags?”
Look like I need help with these three pukey li’l things? Detta thought, but Susannah only shook her head.
”Very well.”
Susannah started to turn away, but the desk clerk’s next words swung her back in a hurry.
”Soon comes the King, he of the Eye.”
Susannah gaped at the woman, her surprise close to shock. She felt gooseflesh crawling up her arms. The desk clerk’s beautiful face, meanwhile, remained placid. Dark eyes on the scrimshaw turtle. Lips parted, now damp with spittle as well as gloss. If I stay here much longer, Susannah thought, she’ll start to drool.


8. ”There are six Beams, as you did say, but there are twelve Guardians, one for each end of each Beam. This — for we’re still on it — is the Beam of Shardik. Were you to go beyond the Tower, it would become the Beam of Maturin, the great turtle upon whose shell the world rests.
”Similarly, there are but six demon elementals, one for each Beam. Below them is the whole invisible world, those creatures left behind on the beach of existence when the Prim receded. There are speaking demons, demons of house which some call ghosts, ill-sick demons which some — makers of machines and worshippers of the great false god rationality, if it does ya — call disease. Many small demons but only six demon elementals. Yet as there are twelve Guardians for the six Beams, there are twelve demon aspects, for each demon elemental is both male and female.”


9. King smiled a little and made a gentle wissshhhing sound. ”The wind blows,” said he.
”Gan bore the world and moved on,” Roland replied. ”Is that what you mean to say?”
”Aye, and the world would have fallen into the abyss if not for the great turtle. Instead of falling, it landed on his back.”
”So we’re told, and we all say thank ya. Start with the lobstrosities biting off my fingers.”
”Dad-a-jum, dad-ajingers, goddam lobsters bit off your fingers,” King said, and actually laughed.
”Yes.”


10. Roland said, ”Listen for the song of the Turtle, the cry of the Bear.”
”Song of Turtle, cry of Bear. Maturin from the Patrick O’Brian novels. Shardik from the Richard Adams novel.”
”Yes. If you say so.”
”Guardians of the Beam.”
”Yes.”
”Of my Beam.”
Roland looked at him fixedly. ”Do you say so?”
”Yes.”
”Then let it be so. When you hear the song of the Turtle or the cry of the Bear, then you must start again.”
”When I open my eye to your world, he sees me.” A pause. ”It.”
”I know. We’ll try to protect you at those times, just as we intend to protect the rose.”
King smiled. ”I love the rose.”
”Have you seen it?” Eddie asked.
”Indeed I have, in New York. Up the street from the U.N. Plaza Hotel.
It used to be in the deli. Tom and Jerry’s. In the back. Now it’s in the vacant lot where the deli was.”
”You’ll tell our story until you’re tired,” Roland said. ”When you can’t tell any more, when the Turtle’s song and the Bear’s cry grow faint in your ears, then will you rest. And when you can begin again, you will begin again. You — ”
”Roland?”
”Sai King?”
”I’ll do as you say. I’ll listen for the song of the Turtle and each time I hear it, I’ll go on with the tale. If 1 live. But you must listen, too. For her song.”


11. He held the scrimshaw turtle up to his face and ran the pad of his index finger over the question-mark-shaped scratch on its shell. Looked into its wise and peaceful eyes. ”How lovely it is,” he breathed. ”Is it the Turtle Maturin? It is, isn’t it?”
”I don’t know,” Jake said. ”Probably. She calls it the skölpadda, and it may help us, but it can’t kill the harriers that are waiting for us in there.” He nodded toward the Dixie Pig. ”Only we can do that, Pere. Will you?”
”Oh yes,” Callahan said calmly. He put the turtle, the skölpadda, into his breast pocket. ”I’ll shoot until the bullets are gone or I’m dead. If I run out of bullets before they kill me, I’ll club them with the gun-butt.”


12. November 18th, 1984
I had a dream last night that I think breaks the creative logjam on It. Suppose there’s a kind of Beam holding the Earth (or even multiple Earths) in place? And that the Beam’s generator rests on the shell of a turtle? I could make that part of the book’s climax. I know it sounds crazy, but I’m sure I read somewhere that in Hindu mythology there’s a great turtle that bears us all on his shell, and that he serves Gan, the creative overforce. Also, I remember an anecdote where some lady sez to some famous scientist, ”This evolution stuff is ridiculous. Everyone knows that a turtle holds up the universe.” To which the scientist (wish I could remember his name, but I can’t) replies, ”That may be, madam, but what holds up the turtle?” Scornful laugh from the lady, who says, ”Oh, you can’t fool me! It’s turtles all the way down.”
Ha! Take that, ye rational men of science!
Anyway, I keep a blank book by my bed, and have gotten so I write down a lot of dreams and dream elements w/o even fully waking up. This morning I’d written Remember the Turtle! And this: See the TURTLE of enormous girth! On his shell he holds the earth. His thought is slow but always kind; he holds us all within his mind. Not great poetry, I grant you, but not bad for a guy who was three-quarters asleep when he wrote it! Tabby has been on my case about drinking too much again. I suppose she’s right, but . . .


Autor: XYuriTT

Leo

Tytuł: Leo
Premiera: 2023
Reżyseria: Lokesh Kanagaraj
Angielski Dubbing: Adam Sandler, Bill Burr, Cecily Strong, Jason Alexander, Rob Schneider, Allison Strong, Jo Koy, Sadie Sandler, Sunny Sandler, Coulter Ibanez
Polski Dubbing: Wojciech Machnicki, Waldemar Barwiński, Laura Bączkiewicz, Agnieszka Matysiak, Małgorzata Leśniarek, Wojciech Chorąży, Kosma Press, Andrzej Chudy, Marta Dobecka, Łucja Dobrogowska
Gatunek: Animacja, komedia, familijny,
Kraj Produkcji: Australia, USA

Dlaczego w bazie: W animacji tej mamy dwóch głównych bohaterów, jaszczurkę o imieniu Leo i żółwia o imieniu Squirtle, co oczywiście nawiązuje do Pokemonów. Oboje pojawiają się przez cały film, Leo trochę więcej, jest to więc bardzo żółwi film!

Autor: XYuriTT

World of Warcraft

Tytuł: World of Warcraft
Premiera: 2004
Producent: Blizzard Entertainment
Wydawca: Blizzard Entertainment
Platformy: PC
Gatunek: MMORPG

Dlaczego w bazie: Powiedzieć, że World of Warcraft jest grą ze sporą ilością żółwich treści to nic nie powiedzieć. Bo gra jest ogromna, w tymże ogromie, ilość żółwiego contentu jest adekwatnie duża. Przybliżamy go bardzo dużo, ale zdecydowanie nie jest to notka typu „opiszemy wszystko!”, byłoby to bardzo trudne.

Na sam początek największy żółw w grze, nawiązujący do koncepcji Żółwia Świata Shen-zin Su! Jest on znany też pod nazwą „Wandering Isle” i jako taki stanowi miejsce startewe dla dodanej w dodatku „World of Warcraft: Mists of Pandaria” rasy Pandaren.

Kolejny przybliżony żółw imienny to Ghamoo-Ra, ogromny żółwi boss, spotkać go możemy w Pool of Ask’ar, w lokacji Blackfathom Deeps. Niektórzy (Np. WOWpedia) uznają jego imię za nawiązujące do Gamery!

Ostatni żółw jakiego zdecydowaliśmy się opisać osobno to Torga, jeden z loa (bóstw) z panteonu Zandalari. Jego historia jest istotna w grze, zostaje on zabity i zjedzony, dzięki staraniom gracza jednakże powraca, najpierw jako duch, później także ponownie w postaci fizycznej i towarzyszy Lashk.

A skoro o Lashk mowa, to cała rasą Tortollan jest zdecydowanie żółwią rasą! Zadebiutowali oni pierwotnie w grze karcianej Hearthstone, dodatku do WOWa, by później rafić i do głównej gry. Pochodzą oni z Zandalar. W jednym z tekstów w ramach misji „Don’t Turtle” pojawia się wzmianka, że zabicie przedstawiciela tej rasy przynosi pecha („But, it’s bad luck to kill a Tortollan and I don’t need any more bad luck.”). W grze znajdują się też takie lokacje jak Little Tortolla, gdzie można spotkać sporo przedstawicieli tej rasy.

W grze pojawiają się łodzie zbudowane na skorupach prawdziwych żółwi, mają kilka różnych nazw i pojawiają się w różnych miejscach, ale korzystają z jednego wzoru.

W grze pojawia się też kilka żółwich szkieletów:

W grze występuje OGROMNA ilość przeciwników bądź po prostu zwierzaków o żółwiej aparycji. Mają różne imiona, miejsca występowania, statysyki i ewentualnie loot, ale zasadniczo występują one w małej liczbie wzorów, które są po prostu przekolorywane. Nie omawiamy wszystkich szczegółowo, ani nawet ich nie pokazujemy, każdy obrazek jest odpowiednio podpisany, co pozwoli znaleźć więcej informacji na temat poszczególnych żółwi.

Pierwszy wzór żółwi jaki opisujemy to małe żółwie, mocno realistyczne w porównaniu z innymi:

Małe żółwiki występują także w poniższej wersji:

Kolejny wzór to żółw z dwoma kłami wystającymi z dolnej szczęki i z wysoką, kolczastą skorupą.

Kolejny wzór też ma dosyć kolczastą skorupę, najłatwiej go jednak odróżnić po kolcach na brzegu tejże.

Następny wzór najłatwiej opisać jako kryształowe – ze skorupy i przednich łap wystają żółwiowi kryształy. Pierwsze trzy fotki to Tortos, boss, kolejne to rozmaite inne żółwie:

Kolejny wzór także ma charakterystyczną skorupę, jakby warstwową, rozpoznać go też można po rogach.

Następny także ma rogi, ma także kolce na brzegu skorupy, poza tym skorupan jest całkiem normalna:

Wzór przedstawiający żółwie morskie jest bardzo realistyczny, bez udziwnień:

Cała osobna kategoria żółwi to zwierzaki które możemy w grze wykorzystywać jako wierzchowce!
Jednym z takich żółwi jest Dragon Turtle, występuje on w sześciu wersjach kolorystycznych, Black, Blue, Brown, Green, Purple oraz Red:

Great Dragon Turtle także występuje w sześciu wersjach kolorystycznych, Black, Blue, Brown, Green, Purple oraz Red:

Inne wierzechowce to żółw morski (The Sea Turtle), Arcadian War Turtle a także możliwy do zdobycia tylko poprzez kartę TCG (trafienie bądź odkupienie karty z kodem) The Riding Turtle.

Wszystkie powyższe wierzchowce są dostępne dla obu frakcji w grze, poniższy Vicious War Turtle zaś jest jedynym który ma osobny i unikatowy skin dla hordy i osobny dla sojuszu.

Ostatni graficzny element który omówimy to rozmaite elementy ekwipunku!
Zebrać możemy na przykład rozmaite kawałki żółwich skorup
Extinct Turtle Shell, Fire Turtle Shell Fragment, Gleaming Turtle Shell
Soft Turtle Shell, Hardened Tortoise Shell, Turtle Shell

W grze przewija się też wiele rozmaitych produktów żywieniownych z żółwi, od dosłownego mięsa z żółwia, przez napary, zupy itd.:
– Braised Turtle, – Tender Baked Turtle, – Foaming Turtle Broth
– Great Turtle Soup, – Fried Turtle Bits, – Giant Turtle Tongue
– Turtle Meat, – Raw Turtle Meat, – Great Turtle Meat
– Tender Turtle Meat, – Turtle Meat Scraps, – Tortoise Jerky
– Herbed Turtle Meat, – Tortoise Flank, – Sack of Raw Turtle Meat

Inne elementy to rozmaite przedmioty z żółwią nazwą na jakie można natrafić:
Amulet of the Primal Turtle, Giant Turtle Collar
Tome of Polymorph: Turtle, The Turtle-Digested Key
The Drums of the Turtle God, Terrapin Oils
The Hematite Tortoise Pendant, Band of the Great Tortoise

W grze znajdue się też zestaw pięciu przedmiotów wykonywanych z Turtle Scale – Breastplate, Bracers, Leggings, Helm oraz Gloves. Po lewej ikonki tych przedmiotów, poniżej screeny z wyglądem w grze, gdy ubierzemy w nie naszą postać.

Powyższy zestaw to nie jedyny żółwi ekwipunek w grze, znaleźliśmy także sześć innych przedmiotów z żółwią nazwą!
Twilight Turtleskin Leggings, Dragon Turtle Handlers
Cloak of the Hardened Tortoise, Tortoise Armor
Worn Turtle Shell Shield, Turtle-Minders Robe

Ostatni żółwi element wizualny jaki chcemy omówić to easter egg i nawiązanie do Żółwi Ninja! W kanałach pod miastem Dalaran zobaczyć można pięć zwierzaków, szczura i cztery żółwie, w pobliżu są też rozbite jakieś zielonawe fiolki ze szlamem itd., całość ma zdecydowanie TMNT klimacik.

Na sam koniec wspomnimy jeszcze o tym, że żółwie pojawiają się oczywiście także w nazwach osiągnięc czy questów.

Istnieją takie osiągnięcia jak „Turtles All the Way Down”, nawiązujące do konceptu Żółwi aż do końca czy „Triumphant Turtle Tossing”, są też takie questy jak „I Like Turtles”, „A Turtle’s Invitation”, „Children of a Turtle God”, „Turtle Powered” (kolejne nawiązanie do TMNT!), „Turtle Tactics”, „Don’t Turtle” czy „Tortoise Mastery”.

Autor: XYuriTT

Tibia

Tytuł: Tibia
Premiera: 1997
Producent: CipSoft
Wydawca: CipSoft
Platformy: Windows, macOS, Linux
Gatunek: MMORPG

Dlaczego w bazie: Jak w wielu innych grach MMORPG opartych o klimaty fantasy, także i Tibia ma pewną porcję żółwiej zawartości – choć dopiero od ósmego roku swego istnienia!

Pierwszy element o którym wspomnimy to Turtle Sprouter – roślina z żółwią nazwą, występuje ona w dżungli Tiquanda, ta dodana została w update 7,5 (2005), zapewne więc od wtedy jest obecna w grze.

Tortoise i Thornback Tortoise są pierwszymi żółwimi kreaturkami jakie zostały wprowadzone do gry, w roku 2006 wraz z updatem 7.6, dodającym piratów i zestaw związanych z nimi wysp (w stylu karaibskim), żółwiki te spotkać można na niektórych z tychże wysp. Wśród lootu jaki może wypaść z obu są Tortoise Egg: oraz Turtle Shell: , natomiast jedynie z Tortoise’a mamy szansę na zdobycie Tortoises Shield: .

W tej aktualizacji pojawiły się także inne żółwie elementy, spory żółw służył jako środek szybkiego transportu (wchodząc na niego, byliśmy teleportowani na inną wyspę, nie należy go mylić z dodanymi sporo później „mountami”). W aktualizacji 8,60, w 2010 roku dodano związane z tym podróżowaniem osiągniecie „Quick as a Turtle”, zdobywane za użycie tej formy podróży 2000 razy.

Inne żółwie elementy to np. Tortoise’s Nest, jest też przedmiot „Tortoise Egg from Nargor”, ale wygląda identycznie jak zwykłe tortoise egg, tylko opis zdradza różnicę.

Ponadto w piwnicach Liberty Bay spotkać można w niedostępnym pomieszczeniu czwórkę żółwi oraz szczura, wokół leży też rozmaita broń – ewidentny easter egg i nawiązanie do Żółwi NInja.

Update 8.61 (2010) wprowadził nowego potworka który występującego tylko w czasie określonego eventu (Rise of Devovorga). Chikhaton: to w zasadzie przekolorowany Thornback Tortoise.

W update 10.94, w 2016 dodane zostały nowe mounty, zwierzaki/istoty na których postać może jeździć. Wśród dodanych znalazły się aż trzy żółwie! Wszystkie są do zdobycia drogą kupna w sklepie.
Mould Shell: Reed Lurker: i Swamp Snapper:

Update 12.20.8834 (2019) przyniósł skromniej, dwa żółwie przedmioty – Small Tortoise (potrzebny do questu) oraz Small Petrified Tortoise .

Podczas update 12.90.12182 (2022) dodano kolejne żółwie! Dwa zwykłe:
Emerald Tortoise: z którego można wydropić Emerald Tortoise Shell oraz Two-Headed Turtle z którego zdobyć można adekwatnie, Two-Headed Turtle Heads .
Dodano także jednego żółwiego bossa, The Primal Menace: .
W aktualizacji tej pojawiły się także takie żółwie przedmioty jak Turtle Amulet oraz Enchanted Turtle Amulet .


Autor: XYuriTT

Smite

Tytuł: Smite
Premiera: 2014
Producent: Hi-Rez Studios
Wydawca: Hi-Rez Studios
Platformy: Microsoft Windows, Xbox One (od 2015), PlayStation 4 (od 2016)
Gatunek: MOBA

Dlaczego w bazie: Smite to wieloosobowa gra online, typu MOBA. Ma ona całkiem sporo wartych opisania w TD rzeczy.

Podstawowy żółwi element tej gry to jedna z grywalnych postaci, Kuzenbo, król Kappa, dodany do gry w lutym 2017 roku. Filmik wprowadzający zawiera poniższy tekst oraz adekwatne obrazy, też pokazane poniżej.

Kappa are devious creatures. They linger just below the surface of rivers and lakes, waiting for mortals to test the water before snatching and drowning their fleshy meal. Taken merely at their appearance and juvenile sense of humor, they could be mistaken for mischievous turtle-men, almost playful in a rude sort of way, but they are dangerously strong and ruthless when submerging their prey. King among these monsters is Kuzenbo; bigger, stronger, and more cunning than the rest, but just as infantile.

Kuzenbo led his nine thousand Kappa followers to Japan, where they harried river villages and fishing boats, using their unnatural strength to pull mortals below. So clever, so hungry had the Kappa become, that Japan’s army marched to fight back, but they were no match.

As the bowl-shaped indentation atop a Kappa’s head is filled with water, that Kappa grows impossibly stronger – far stronger than a mortal. Yet, bound by their strange sense of honor, a Kappa must bow when bowed to, spilling their power upon the ground. It is the only known way to defeat one.

And of the countless battles Kuzenbo has fought, he was defeated only twice. Upon his second defeat at the hands of General Kiyomasa, Kuzenbo was forced to swear to never again sow strife between man and beast. A vow the Kappa King has honored ever since.

Gods, however, are fair game.

Wspomniany filmik wprowadzający pokazuje też rozmaite umiejętności tej postaci (i jej mniejszego towarzysza), garść screenów poniżej:


Postać ta zadebiutowała z jedną skórką, podstawową (default), z czasem dorobiła się sporego asortymentu innych opcji wyglądu. Wszystkie 13 skórek jakie są dostępne to: Default, Yokozuna, Honorbound, Shino-bo, Kuzenbot, Slash, Kaijunbo, Jingle Shells, Crime Boss, Molten Doom, Golden, Legendary i Diamond.

W grze jest sporo odzywek dźwiękowych, w tym „drwiny” (taunts), w wersji ogólnej jak i skierowanej do konkretnej postaci. Sporo takowych jest kierowanych do Kuzenbo i zawiera jednoznacznie żółwie wzmianki. Prezentujemy je na liście w układzie KTO mówi daną kwestię oraz sama kwestia.
Trickster Loki – „Who brought the turtle to the party?”
Primal Storm Susano – „Aren’t turtles supposed to be.. gentle?”
Admiral Ao Kuang – „Turtles don’t belong in the air.”
Hachiman – „You should respect your betters, Kappa!”
Paintballer Jing Wei – „Ah ha, I love your little turtle buddies!”
Regal Warrior Erlang Shen – „Even I am a greater turtle than you!”
Space Cadet Vulcan – „Encountered angry turtle-like being with a hole in its head. Well, two now.”
Vamana – „What happened to your turtle power?”
Lady of the Sea Discordia – „Heh, uhh! Don’t scare me like that, I thought you were a sea turtle, urghhh!”
Kson Nemesis – „Can I keep this little turtle?”
Maui – „Hoo, that was the meanest turtle I ever caught! And I’ve got some nasty buggas.”
Croaki Loki – „You were quite quick for a turtle.”


Nie wszystko co żółwie kręci się w tej grze wokół powyższej postaci jednak!

Aż trzy postacie w swoich filmikach wprowadzających, w sekcji „Lore” mają żółwie wzmianki, przytaczamy je poniżej, w dwóch przypadkach pokazane były też adekwatnie żółwie obrazki, te także pokazujemy.
Mercury:

As an infant, Mercury escaped the watchful eye of his half-brother, Apollo, stole his cattle, fashioned a lyre from a tortoise shell, and snuck in a nap, all before Apollo found him missing.

Apollo:

In his humble youth, Apollo was a cattle herder. The trickster God Hermes stole Apollo’s charges and led them to a nearby cave. From the shell of a tortoise and the body of a cow, he crafted the first Lyre. Apollo finally caught up with Hermes, saw the instrument, and simply had to have it, trading the rest of his cattle to Hermes for it.

Nu Wa:

As the Earth shuddered and broke, and the skies turned black with ash, Nu Wa forged five mystic stones, one for each of the elemental forces of nature: Earth, Water, Fire, Wood, and Metal. With the power of these stones, she slew a gargantuan tortoise, severed its legs, and raced to the broken World Pillar. One leg she used to prop the Heavens aloft and with the elemental stones, she sealed it in place.

Jedną z umiejętności Erlang Shen jest „72 Transformations” która to pozwala zmienic sie w norkę bądź żółwia, co dodaje postaci oczywiście adekwatne bonusy.

Kappa Bot jest jednym ze skinów jakich można użyć gdy się stawia „ward” (coś w rodzaju wieżyczki obserwacyjnej), ponadto w grze jest trochę rozmaitych żółwich ikonek, zapewne jest ich więcej niż kilka pokazanych niżej.

Wśród zestawów odzywek postaci jest też kilka ogólnie żółwich:
Chang’e – „The hare always wins! ..Right guys?” (nawiązanie do Żółwia i zająca)
Foxy Amaterasu – „You’re as slow as a tortoise!”
Lady of the Sea Discordia – „Sea turtles are what we really need to be looking out for.”
Erlang Shen – „I’d show you my turtle form, but I wouldn’t want to… shell-shock you.”


W Listopadzie 2020 roku wyszła jedna z regularnych aktualizacji, zawierających masę treści związanych z Żółwiami Ninja!. Nie będziemy tutaj opisywać szczegółowo jak można było zdobyć poszczegółne rzeczy, jedynie przybliżymy jakie elementy do gry trafiły.

Przede wszystkim cztery postacie dostały specjalne skiny, związane z podstawową czwórką żółwi. Wszystkie wymienione postacie dostały zwykły skin i wersję radical, Loki jako jedyny dostał aż trzy skiny, dodatkowy jest Raphael w wersji Retro.
Osiris – Leonardo, Radical Leonardo.
Loki – Raphael, Radical Raphael, Retro Raphael.
Mercury – Michelangelo, Radical Michelangelo.
Sun Wukong – Donatello, Radical Donatello.

Poza podstawowym składem, pojawiły się także cztery inne TMNT skiny, w tym jeden żółwi, Slash.
Hachiman – Splinter
Ravana – Shredder
Xing Tian – Krang
Kuzenbo – Slash (pokazujemy go też w spisie skinów Kuzenbo, bo omawiamy go osobno powyżej, ale tutaj dublujemy, żeby wszystko co związane z TMNT opisać w jednej sekcji)

Dodane zostały też cztery różne ekrany ładowania:

Ostatnie elementy to zbiór awatarków jakie można było odblokować, dwa skiny dla Ward, dwie tematyczne skrzynki i ramka. Zapewne są w tej grze jeszcze jakieś TMNT/żółwie elementy, ale myślę, że opisaliśmy zdecydowaną większośc.

Autor: XYuriTT

Tony Hawk’s Pro Skater 5

Tytuł: Tony Hawk’s Pro Skater 5
Premiera: 2015
Producent: Robomodo, Disruptive Games, Fun Labs
Wydawca: Activision
Platformy: PlayStation 3, PlayStation 4, Xbox 360, Xbox One
Gatunek: Sportowa

Dlaczego w bazie: Nie w momencie premiery, ale w ramach darmowej aktualizacji do gry tej dodana została czwórka żółwich skaterów – Żółwie ninja.

Autor: XYuriTT

Injustice 2

Tytuł: Injustice 2
Premiera: 2017
Producent: NetherRealm Studios
Wydawca: Warner Bros. Interactive Entertainment
Platformy: Android, iOS, PlayStation 4, Xbox One, Windows
Gatunek: Bijatyka

Dlaczego w bazie: Żółwie ninja dostępne są w tej grze jako DLC, część „Fighter Pack 3” – w teorii jest to jedna postać, w zależności od tego w jaką broń ją wyposażymy, adekwatnie zmienia się też kolor bandany (w trybie turnieju online jednakże wszystkie 4 żółwie są do wyboru jako osobne postacie). Jak to w bijatykach, żółwie mają swoje charakterystyczne ataki, finishery itd.

Autor: XYuriTT