Blask fantastyczny

Tytuł: Blask fantastyczny
Tytuł oryginału: The Light Fantastic
Autor(zy): Terry Pratchett
Tłumaczenie: Piotr W. Cholewa
Rok wydania: 1986 (ENG), 1995 (PL)
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Dlaczego w bazie: W drugiej książce ze Świata Dysku żółwi, A’Tuina zwłaszcza jest jeszcze więcej niż w pierwszej. Już na samym początku ponownie mamy przybliżoną postać A’Tuina:

Oczywiście żaden inny świat w drodze przez gwiezdną nieskończoność nie spoczywa na grzbietach czterech słoni, które z kolei stoją na skorupie gigantycznego żółwia. Imię Jego – lub Jej, według opinii innej szkoły filozoficznej – brzmiało A’Tuin, ale nie odegra On – czy też Ona, co być może – głównej roli w opisywanych tu wypadkach. Jednak kluczem do zrozumienia Dysku jest fakt, że On – lub Ona – tam jest, niżej niż kopalnie, muł dna morskiego i fałszywe skamieliny, podrzucone przez Stwórcę, który nie miał nic lepszego do roboty niż denerwować archeologów i podsuwać im głupie pomysły.
Wielki A’Tuin, żółw gwiazd, ze skorupą oszronioną zamrożonym metanem, poznaczoną kraterami meteorów, zasypaną pyłem asteroidów…
Wielki A’Tuin z oczami jak pradawne morza i mózgiem rozmiarów
kontynentu, w którym myśli suną niby lśniące lodowce… Wielki A’Tuin o powolnych mrocznych płetwach i skorupie polerowanej gwiazdami, pod brzemieniem Dysku płynący przez galaktyczną noc… Wielki jak światy.
Stary jak Czas. Cierpliwy jak cegła.
Tu jednak filozofowie mylą się całkowicie. W istocie Wielki A’Tuin jest w znakomitym nastroju.
Wielki A’Tuin jest bowiem w całym wszechświecie jedyną istotą, która dokładnie wie, dokąd zmierza.
Oczywiście, filozofowie przez całe lata debatowali nad kwestią celu wędrówki Wielkiego A’Tuina. Często powtarzali, jak bardzo się martwią, że mogą nigdy owego celu nie poznać.
Poznają go za jakieś dwa miesiące. A wtedy naprawdę zaczną się martwić.
Co jeszcze martwiło obdarzonych wyobraźnią filozofów Dysku, to problem płci Wielkiego A’Tuina. Podejmowano ogromne wysiłki, by ustalić ją raz na zawsze.
A gdy olbrzymi ciemny kształt płynie przez pustkę jak nieskończony szylkretowy grzebień, pojawia się właśnie rezultat ostatniego z tych przedsięwzięć.1

Później w tekście pojawiają się karty Caroca (to jedno z dwóch ich pojawień w książce, w którym się wspomina żółwia):

Wyłożyła Konieczność Mycia Rąk, Osiem Oktogramów, Kopułę Niebios, Jezioro Nocy, Cztery Słonie, Żółwiowego Asa i wreszcie -Rincewind spodziewał się tego – Śmierć.2

Do zwykłego (choć niezadowolonego) żółwia w pewnym momenscie porównany został Bagaż, jeden z bohaterów książki:

A gdy Bagaż odwrócił się, by na niego kłapnąć, bohater zacisnął zęby i pchnął mocno. Bagaż wylądował na półokrągłym wieku i huśtał się gniewnie jak rozwścieczony żółw.3

W innym fragmencie dowiadujemy się o „relacjach” ludzi ze świata dysku (magów) i A’Tuina:

– Czy nie można powiedzieć Wielkiemu A’Tuinowi, żeby jej unikał? Wiesz, ominął ją jakoś?
– Próbowano już czegoś takiego – odparł Rincewind. – Magowie starali się dostroić do umysłu Wielkiego A’Tuina.
– Nie udało się?
– Udało się jak najbardziej. Tylko że…
Tylko że czytanie w umyśle tak gigantycznym, jak umysł Wielkiego A’Tuina, wiązało się z pewnym nieprzewidzianym ryzykiem, wyjaśnił. Żeby zyskać wiedzę o żółwiowym systemie myślenia, magowie ćwiczyli na żółwiach zwykłych i na morskich olbrzymach. Choć jednak byli pewni, że umysł Wielkiego A’Tuina będzie ogromny, nie przewidzieli, że będzie tak powolny.
– Grupa magów na zmianę od trzydziestu lat odczytuje jego myśli. Dowiedzieli się tylko, że Wielki A’Tuin na coś czeka – wyjaśnił Rincewind.4

Kolejny ciekawy fragment:

Ale ten kształt, przesłaniający gwiazdy niczym odcisk stopy Boga, nie jest planetą. To żółw mający tysiące mil od pokrytego kraterami łba po pancerny ogon.
A Wielki A’Tuin jest ogromny.
Olbrzymie płetwy wznoszą się i opadają z godnością, skręcając przestrzeń w niezwykle wiry. Świat Dysku płynie po niebie niczym królewska barka. Lecz nawet Wielki A’Tuin męczy się, gdy opuszcza swobodne głębiny przestrzeni i walczy z prądami słonecznych mielizn.
Magia słabnie na płyciznach światła. Jeszcze kilka dni w tych warunkach, a ciśnienie realności unicestwi Świat Dysku.
Wielki A’Tuin wie o tym, ale Wielki A’Tuin pamięta, że kiedyś już to robił – wiele tysięcy lat temu.
Oczy astrożółwia, lśniące czerwienią w blasku karłowatej gwiazdy, spoglądają nie na nią, ale na skrawek przestrzeni w pobliżu…5

Fragmentu w którym wykluwają się malutkie żółwiki, już ze słonikami i malutkimi dyskami na tychże nie mogliśmy nie przytoczyć!

W geologicznych głębinach potężnego mózgu Wielkiego A’Tuina nowe myśli mknęły wzdłuż ścieżek neuronowych, szerokich jak autostrady. Żółw niebios w żaden sposób nie może zmienić wyrazu twarzy, jednak pokryte łuską, poorane meteorami oblicze zdawało się pełne wyczekiwania. Oczy spoglądały nieruchomo na osiem kuł, bez końca okrążających gwiazdę wyrzuconą na plażę kosmosu.
Kule pękały.
Wielkie odłamki skał wyłamywały się, rozpoczynając długą spiralną drogę ku gwieździe. Migotliwe odpryski rozjaśniły niebo.
Z pozostałości pustej skorupy wydostał się w czerwony blask bardzo mały niebiański żółw. Był tylko nieco większy niż asteroid, a pancerz lśnił mu jeszcze od płynnego żółtka. Na grzbiecie miał cztery małe słoniątka, które dźwigały Dysk, malutki jeszcze, przesłonięty dymami wulkanów. Wielki AT’uin czekał, aż wszystkie osiem żółwi uwolni się ze skorup i zacznie w oszołomieniu przebierać płetwami. Wtedy, ostrożnie, by niczego nie naruszyć, stary żółw zawrócił i z wyraźną ulgą ruszył w długi rejs ku rozkosznie chłodnym bezdennym głębiom kosmosu.
Młode żółwie podążyły za nim, orbitując wokół rodzica.6

Ostatni przytoczony fragment (bo ogółem fragmentów jest więcej, A’Tuin jest wyjątkowo ważny dla fabuły) dotyczy tego jak nastrój żółwia promieniuje na mieszkańców dysku:

Należy tu zaznaczyć, że Wielki A’Tuin był w tej chwili zadowolony i spokojny. Takie uczucia w umyśle wielkości kilku sporych miast muszą promieniować dookoła. W związku z tym większość mieszkańców Dysku znalazła się w stanie, który można osiągnąć jedynie dzięki całemu życiu medytacji albo około trzydziestu sekundom używania zakazanych ziół.7


1. Of course, no other world was carried through the starry infinity on the backs of four giant elephants, who were themselves perched on the shell of a giant turtle. His name—or Her name, according to another school of thought—was Great A’Tuin; he—or, as it might be, she—will not take a central role in what follows but it is vital to an understanding of the Disc that he—or she—is there, down below the mines and sea ooze and fake fossil bones put there by a Creator with nothing better to do than upset archaeologists and give them silly ideas.
Great A’Tuin the star turtle, shell frosted with frozen methane, pitted with meteor craters, and scoured with asteroidal dust. Great A’Tuin, with eyes like ancient seas and a brain the size of a continent through which thoughts moved like little glittering glaciers. Great A’Tuin of the great slow sad flippers and star-polished carapace, laboring through the galactic night under the weight of the Disc. As large as worlds. As old as Time. As patient as a brick.
Actually, the philosophers have got it all wrong. Great A’Tuin is in fact having a great time.
Great A’Tuin is the only creature in the entire universe that knows exactly where it is going.
Of course, philosophers have debated for years about where Great A’Tuin might be going, and have often said how worried they are that they might never find out.
They’re due to find out in about two months. And then they’re really going to worry…
Something else that has long worried the more imaginative philosopher on the Disc is the question of Great A’Tuin’s sex, and quite a lot of time and trouble has been spent in trying to establish it once and for all.
In fact, as the great dark shape drifts past like an endless tortoiseshell hairbrush, the results of the latest effort are just coming into view.


2. She turned up the Importance of Washing the Hands, the Eight of Octograms, the Dome of the Sky, the Pool of Night, the Four of Elephants, the Ace of Turtles, and—Rincewind had been expecting it—Death.


3. As it twisted to snap at him he gritted his teeth and heaved, jerking the Luggage onto its curved lid where it rocked angrily like a maddened tortoise.

4. “Couldn’t somebody tell Great A’Tuin to avoid it?” he said. “Sort of go around it?”
“That sort of thing has been tried before,” said Rincewind. “Wizards tried to tune in to Great A’Tuin’s mind.”
“It didn’t work?”
“Oh, it worked all right,” said Rincewind. “Only…”
Only there had been certain unforeseen risks in reading a mind as great as the World Turtle’s, he explained. The wizards had trained up on tortoises and giant sea turtles first, to get the hang of the chelonian frame of mind, but although they knew that Great A’Tuin’s mind would be big they hadn’t realized that it would be slow.
“There’s a bunch of wizards that have been reading it in shifts for thirty years,” said Rincewind. “All they’ve found out is that Great A’Tuin is looking forward to something.”.


5. But this shape blotting out the sky like the footfall o God isn’t a planet.
It is a turtle, ten thousand miles long from its crater-pocked head to its armored tail.
And Great A’Tuin is huge.
Great flippers rise and fall ponderously, warping space into strange shapes. The Discworld slides across the sky like a royal barge. But evenGreat A’Tuin is struggling now as it leaves the free depths of space and must fight the tormenting pressures of the solar shallows. Magic is weaker here, on the littoral of light. Many more days of this and the Discworld will be stripped away by the pressures of reality.
Great A’Tuin knows this, but Great A’Tuin can recall doing all this before, many thousands of years ago.
The astrochelonian’s eyes, glowing red in the light of the dwarf star, are not focused on it but at a little patch of space nearby….


6. Down in the geological depths of Great A’Tuin’s huge brain new thoughts surged along neural pathways the size of arterial roads. It was impossible for a sky turtle to change its expression, but in some indefinable way its scaly, meteor-pocked face looked quite expectant.
It was staring fixedly at the eight spheres endlessly orbiting around the star, on the very beaches of space.
The spheres were cracking.
Huge segments of rock broke away and began the long spiral down to the star. The sky filled with glittering shards.
From the wreakage of one hollow shell a very small sky turtle paddled its way into the red light. It was barely bigger than an asteroid, its shell still shiny with molten yolk.
There were four small world-elephant calves on there, too. And on their backs was a Discworld, tiny as yet, covered in smoke and volcanoes.
Great A’Tuin waited until all eight baby turtles had freed themselves from their shells and were treading space and looking bewildered. Then, carefully, so as not to dislodge anything, the old turtle turned and with considerable relief set out on the long swim to the blessedly cool, bottomless depths of space.
The young turtles followed, orbiting their parent.


7. It should be pointed out that currently Great A’Tuin was very pleased and contented, and feelings like that in a brain the size of several large cities are bound to radiate out. In fact most people on the Disc were currently in a state of mind normally achievable only by a lifetime of dedicated meditation or about thirty seconds of illegal herbage..

Autor: XYuriTT

Dodaj do zakładek Link.

Komentarze są wyłączone.